Łódź: Taras Kruk z Sigil Tattoo Studio 2 1 miesiąc ago

Najlepiej się czuję w neotradzie, ale od roku zajmuję się też kaligrafią. Ostatnio zauważam większe zainteresowanie ludzi tego typu tatuażami, co mnie bardzo cieszy. Mogę zrobić kolor, albo czarno- szary tatuaż, ważne żeby się nie nudzić, żeby to dobrze wyglądało i pasowało do danej osoby. Nie robię tatuaży związanych z wojną, albo ideałami, których ja nie rozumiem. Zawsze można porozmawiać z klientem i namówić na coś innego albo przedstawić tą samą rzecz inaczej.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Nigdy nie chciałem robić tego zawodowo, za to zawsze chciałem mieć wytatuowane ręce, na których oczywiście się nie skończyło (śmiech). Kiedy zrobiłem sobie pierwszy fajny tatuaż, (nie licząc babola zrobionego w wieku 16 lat), to bardzo się tym podjadałem. Patrzyłem jak sprawnie robił go mój tatuażysta i pomyślałem, że też mogę tak robić. Oczywiście, kiedy przyszła pora na zrobienie komuś tatuaży przeze mnie, to nie było już łatwo. Nadal się uczę i jeszcze wiele rzeczy muszę ogarnąć (śmiech).

Jak długo dziarasz?

W studio dziaram od 3 lata. Ale pierwszy raz maszynkę do ręki wziąłem jakieś 5 lat temu. Robiłem dorywczo babole swoim znajomym na Ukrainie, a potem tutaj w Polsce w akademiku, gdzie mieszkałem w trakcie studiów.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

No oczywiście był stresik! Ręce trzęsły się jak cholera. Z czasem zrozumiałem, że im mniej się boje, tym lepiej mi to wychodzi. Pierwszy tatuaż to był chiński znaczek, nawet nie pamiętam, co oznaczał. Co do uczucia, to było podobne do tego, jak wchodzi nóż w masło. Próbowałem najpierw na sztucznej skórze, ale jest duża różnica między nią a ludzką skórą.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

To i praca i styl życia. Są czasami rzeczy, które mniej lubisz robić, wtedy trzeba zacisnąć zęby i po prostu to zrobić. Nie jestem jeszcze na takim poziomie jakbym chciał ze swoimi autorskimi rzeczami. Co do drugiej połowy zapytania, to jak można to nie nazywać stylem życia, kiedy masz już swój system. Kiedy budzisz się rano, czasami kończysz szkic na dzisiaj, idziesz do studio, poznajesz nowych ludzi, dziarasz ich, wracasz do domu i znowu szkicujesz. Wiadomo, że trochę przesadzam i nie jest tak codziennie. Czasami jednak wygląda to tak, że każdy dzień jest taki sam. Taki dzień świstaka. Ale mi się podoba (śmiech).

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

To obciążenie kręgosłupa i oczów. Jak powiedział jeden mądry Pan, jak Ci pierdolnie kręgosłup, to nie kupisz go za pieniądze. Tak, że pracuje 4-5 dni w tygodniu i tego mi na razie starczy.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Tak, pamiętam. Dwie mocne i ciężkie cewki, jedna dla konturu, a druga dla wypełnienia.

Cewka czy rotarka?

Zależy, do czego. Do kontur bardziej cewka, bo szybciej. Rotarka do wypełnienia, bo mniej uszkadza skórę. To tylko moja wizja, tak sobie to w głowie poukładałem.

Czym teraz dziarasz?

Kontury maszynką Dana Kubina Swingliner na kartridże. Wypełniam albo Xionem od FK Irons albo Cheyenne penem.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania? 

Najlepiej się czuję w neotradzie, ale od roku zajmuję się też kaligrafią. Ostatnio zauważam większe zainteresowanie ludzi tego typu tatuażami, co mnie bardzo cieszy. Mogę zrobić kolor, albo czarno- szary tatuaż, ważne żeby się nie nudzić, żeby to dobrze wyglądało i pasowało do danej osoby.

Jak zrobić idealną linię?

Zabrzmi może dziwnie, ale ja sam tego nie wiem (śmiech). Nie ma nic idealnego, niektórzy radzą sobie w ogóle bez linii. Z takim pytaniem to najlepiej do chińskich mistrzów, oni wszystko potrafią (śmiech). Myślę, że w tatuażach często równe linie nie są po prostu potrzebne, ale oczywiście zależy od stylu, w jakim pracujesz. Również jest druga rzecz, kiedy chcesz dostać niepowtarzalny obrazek, autorską prace od konkretnej osoby to będziesz się cieszyć nawet wtedy jak gdzieś jakaś linia nie będzie idealna. Każdy z nas ma coś swojego charakterystycznego w swoich pracach i równe linie nie zawsze są najważniejsze.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Podejmuje się, ale na początku swojej drogi bardzo się tego bałem. Patrzę jak to robią inni tatuatorzy. Używam jakichś swoich metod w podejściu do tego. Jeżeli tatuaż jest beznadziejny, to proszę klientów o rozjaśnienie go laserem, żeby chociaż trochę ułatwić sobie pracę.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Tak, najbardziej lubię swoje projekty. Inspiracją jest wszystko wokół, ludzie, filmy, książki, internet, natura, muzyka, komiksy, dobry sen i moja muza moja żona.

Są motywy, których masz dość lub, których nie robisz?

Nie robię tatuaży związanych z wojną, albo ideałami, których ja nie rozumiem. Zawsze można porozmawiać z klientem i namówić na coś innego albo przedstawić tą samą rzecz inaczej.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Kaligrafię robię ręcznie a niektóre rzeczy za pomocą programów graficznych, inne szkice na tablecie. Uważam, że jeżeli żyjemy w taki czasie, że możemy korzystać z wynalazków, to czemu tego nie robić? To spora ekonomia czasu i papieru (Matka Ziemia podziękuje). Rysowanie na papierze ołówkiem to romantyzm, dotykowa przyjemność.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Co do składania zdjęć, to uważam, że nieważne jak to jest zrobione, ważne żeby pobudzało emocje w innych ludziach, przynosiło estetyczną przyjemność. Przeniesienie na skórę to tylko technika, która przychodzi z czasem, ale stworzenie ciekawego projektu, to dopiero jest sztuka.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Nie mam jednego takiego tatuażu, ale mam sporo moich ulubionych. Wiadomo, że coś bardziej się podoba, coś mniej, bo analizujesz i widzisz słabe strony swojej pracy. Każdy tatuaż to unikalne doświadczenie, które nikt inny Ci nie wytłumaczy słowami.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Nie było dawno nikogo, kto płacze czy mdleje…może zrobiłem się trochę delikatniejszy (śmiech).

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Przez 3 lata pracy w studio wydarzyły się różne historie. Trzeba się uczyć i adaptować do różnych rzeczy. Fajnie, że teraz ludzie rozumieją, że szkice zazwyczaj można zobaczyć przed samym dziaraniem w dniu sesji. Czy wyobrażasz sobie życie tatuatora, który podsyła każdemu klientowi wcześniej projekt? Robi każdemu sporo przeróbek, bo ktoś ze strony (babcia, mama, tata, brat czy swat) powiedział, że jemu jakiś drobiazg się nie podoba? Musiałbyś po prostu non stop odpisywać klientom i przerabiać projekty. Nic strasznego w tym nie ma żeby zrobić poprawki bezpośrednio na miejscu, bo i tablet to wszystko ułatwia. Kiedy klient wie, co robisz, dobrze wytłumaczysz pomysł, to nie będzie żadnego problemu. Często ludzie mówią, że wyobrażali sobie to inaczej, ale i tak im się podoba.

„Janusze tatuażu” to?

Uważam, że to ci ludzie, którzy nie mają smaku. Którzy coś robią i nie rozumieją, że to wygląda obrzydliwie. Chociaż o smakach się nie dyskutuje, każdemu podoba się coś innego. Dla kogoś to, co ja robię może być „porażką”, ale innym będzie się podobać.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Jeżeli chodzi o nakładaniu szkicu na już zrobioną prace, żeby to tylko na zdjęciu wyglądało fajnie, to oczywiście, że to oszustwo.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Jest dużo takich osób, które śledzę w internecie, ale pierwszeństwo ma moje bezpośrednio otoczenie. Uważam, że człowiek to pojemnik, w który wkłada się informacja i zawsze nią się wymieniamy, zawsze w ten czy inny sposób mamy wpływ jeden na drugiego. Każdy człowiek jest nauczycielem dla Ciebie w tej czy innej sytuacji (śmiech).