Zgierz/Głowno: Anka Gulinska z Black Bull Tattoo 1 miesiąc ago

Najlepiej czuję się w realizmie, black & gray, szkicowy styl uwielbiam… czuję się trochę multi. Tak, tak wiem jak ktoś jest od wszystkiego to jest do niczego. No nie, nie czuje się tak… Zrobię i oldschool, jak i neotraditional w kolorze. Nie podejmuję się portretów. Staram się unikać kolorowych prac. Moją mocną stroną myślę, że są zwierzęta.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

W wieku 16 lat wybłagałam u mojej mamy swój pierwszy tatuaż, a było to już dawno temu, bo aż 18 lat (śmiech). Tatuaże podobały mi się już dużo wcześniej. Niedługo po tym, gdy dostałam swój pierwszy tattoo, poznałam człowieka, który tatuował. To on tak naprawdę dał mi szansę zakochać się w tej profesji. Pozwolił żebym zrobiła mu jego pierwszy tatuaż. I właśnie tego wieczoru zrozumiałam, że nie chce nic innego robić w swoim życiu.

Jak długo dziarasz?

Zaczęłam w wieku 16 lat, wtedy traktowałam to, jako przygodę. Miałam przerwy, ale cały czas do tego wracałam. Dlatego też ciężko mi tak określić dokładny czas. Wiem, że zawodowo tatuuję już od 6 lat, a od 3 we własnym studio.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Tatuowanie to ani praca ani styl życia, to całe moje życie…  Nie potrafiłabym już nigdzie indziej się odnaleźć. Nie licząc czasu spędzanego z rodziną żyję tylko i wyłącznie tym. W wolnym czasie przeglądam prace innych artystów, ogarniam klientów studia, odpisuję, omawiam projekty… Po prostu tym żyję, żyjemy. „Black Bull Tattoo” to moje i mojego „męża” dziecko.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Wady, hmm nie czuję, aby jakieś były… Może czasem ciężko się dogadać z klientem (chodzi o ich niezdecydowanie), ale to nie jest jakoś nagminne. Uważam, że tworzenie czegoś ładnego dla kogoś, nie może mieć wad.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

 Jak mówiłam wcześniej pamiętam doskonale swój pierwszy raz z maszynką do tatuowania. Rok 2000… Mega stres a jeszcze większa chęć spróbowania. Godz. 12:00 w nocy jakiś dziwny symbol tatuowany na karku. Dziś tattoo na jakieś 30 minut, wtedy 4 godziny. Po skończeniu tego tatuażu wiedziałam, że to jest TO…

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Pierwsza maszynka… No pewnie – walkman, można powiedzieć, że wstydzę się tego, ale i też nie, bo kto 20 lat wstecz tak nie zaczynał. Na szczęście szybko zrozumiałam, że nie powinno to tak wyglądać. Zaczęłam czytać, oglądać, pamiętam jak dziś, kafejki internetowe i szukanie info na temat tatuowania, gdy inni siedzieli na czat-ach. Z pieniążków na 18 urodziny – pierwszy dobry zasilacz i profesjonalna maszynka.

Cewka czy rotarka?

Aktualnie pracuję na cewkach i to się raczej nigdy nie zmieni… Szanuję i podziwiam prace tatuatorów używających rotarek i pen-ów… każdy tatuator w moim studio na takich pracuje poza mną…bo cewka ma duszę! Pamiętam pierwsze konwenty Kraków – Rotunda… Wchodziło się i był ten dźwięk, to przyjemne bzyczenie maszynek, a teraz jadę na konwent i jest cisza… Nie chce zmieniać rodzaju maszynek, mimo podjętych kilku prób wiem, że raczej to nie nastąpi. Choć przyznam, że pracując w Norwegii miałam okazję pracować na DK i uwielbiam te maszynki…

Czym teraz dziarasz?

Pracuję na Seth Ciferri, TattooMe, Iron Factory i starym Spaulding-u.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?  

Najlepiej czuję się w realizmie, black&gray, szkicowy styl uwielbiam… czuję się trochę multi. Tak, tak wiem jak ktoś jest od wszystkiego to jest do niczego. No nie, nie czuje się tak… Zrobię i oldschool, jak i neotraditional w kolorze. Nie podejmuję się portretów. Staram się unikać kolorowych prac. Moją mocną stroną hmm myślę, że zwierzęta.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Robię swoje projekty, choć często są to też zdjęcia z internetu… zwierząt, roślin jak i przedmiotów.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Covery jak najbardziej, choć wolę, jeśli da radę, odświeżyć tatuaż, przerobić delikatnie i dodać coś od siebie…  Wolę tą opcje.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Rysunek własnoręczny jak najbardziej, jak już wcześniej można było wyczuć… Mam staromodne upodobania.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Składanie zdjęć w programie… Nieee to nie sztuka, to po prostu dobra znajomość obsługi tego programu. Sztuką jest przeniesienie tego na skórę, przy pomocy kalki, która tak naprawdę daje dużo a zarazem tak niewiele. Jak mówi mój narzeczony żeby być tatuatorem trzeba mieć to COŚ.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Podrasowywanie zdjęć… hmm nie powinno tego być. W sumie to tez zależy, na jaka skalę, jeśli chodzi o usunięcie mocnego zaczerwienienia, które powstaje podczas tatuowania lub usuniecie jakiejś niedoskonałości, bo np. klient miał mocne zadrapanie gdzieś w okolicy tatuażu i widać je na zdjęciu, a szpeci to całą kompozycje to, czemu nie.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

Dumna to za duże słowo jestem zadowolona z wielu moich prac, cały czas się staram być lepsza, dla mnie żebym była z czegoś dumna musi być tak bardzo idealne, że nie chciałabym nic już dodać ani zmienić. Póki, co, nadal mam to poczucie, że mogłabym jeszcze coś… Ale to chyba dobrze, bo nie stoję w miejscu i staram się być samokrytyczna. Choć wiem, który tatuaż był punktem zwrotnym, pół czaszki kota na pół z głową kota mojej klientki pani weterynarz. Od tego tattoo zrozumiałam, że tatuowanie zwierząt sprawia mi ogromna frajdę.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Najdziwniejsze, co robiłam to podczas pracy w Norwegii jednego dnia miałam 6 klientów i tatuowałam każdemu na stopie obok kostki, SOFE! A dokładnie kontur sofy w rozmiarze 1cmx1cm. I tu nie mam, co więcej powiedzieć, bo nie umiem wytłumaczyć, czemu 6-cioro ludzi chce sofę.

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Są takie motywy i tu chyba nikogo nie zaskoczę, ale rezygnuje z tribali, znaków nieskończoności, linii życia, i ptaszków stempelków… z wilków nie!! Bo to w końcu zwierzęta, które lubię tatuować. Myślę, że warto rozmawiać z klientami, wielu z nich daje się przekonać na coś innego. Lecz gdy klientka jest mocno nastawiona np. na ten znak nieskończoności to ja nie mogę jej tego zabronić i wolę odesłać żeby znalazła kogoś, kto jej może to zrobi.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Najdziwniejszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła poza uciekającymi klientami – bo boli. To…w sumie nie dokładnie mi się to przytrafiło, ale brałam w tym udział, bo tatuowałam, obok gdy mojej koleżance zemdlała klientka podczas ODBIJANIA KALKI, na co partner klientki, gdy zobaczył, że ona mdleje też zemdlał. Także musiałyśmy ocucić parę.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Lubię moich klientów, cieszę się, że są, że wracają. Jak bym mogła powiedzieć, że mnie irytują? Mamy fajny skład w studio, miłą atmosferę, dużo śmiechu. Nie mogę narzekać. Zajebiści klienci, jeszcze lepsi tatuatorzy – czego chcieć więcej.

„Janusze tatuażu” to?

„Janusze tatuażu” sama nim byłam, popełniłam wiele złych prac, ale co zrobić, gdy się zaczyna tzn. zaczynało w tamtych czasach. Teraz jest łatwiej, to muszę przyznać, większy dostęp do wiedzy na ten temat. Każdy ma prawo próbować, tu nie ma, co wylewać hejtu. Ale tacy ludzie powinni też sobie zdawać sprawę, że jak im naprawdę nie idzie i nie czują tego, powinni odpuścić.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Kto miał wpływ… Pozwolę sobie wymienić 2 Panów: Anabi i Przemek Aero. Byłam zakochana w ich pracach, gdy sama zaczynałam.