Częstochowa: Olga Gołąbek z Bocian Tattoo 1 miesiąc ago

Podobają mi się różne style. Łapię się na tym, że jak jakaś dziara wpadnie mi w oko, to zaraz jest „ooo teraz może trochę w taki polecę” a zaraz w następny i tak lawiruje pomiędzy nimi, ciągle poszukując swojego stylu. Są to głównie style bardziej rysunkowe, graficzne, malarskie, komiksowe. Lubię abstrakcje, „dziwne rzeczy”. Coś bardziej artystycznego niż realizmy. Chociaż doceniam kunszt prac realistów. 

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

W sumie wyszło to całkiem przez przypadek. Jeździłam na sesje do Dżo Lamy, od której mam dwa rękawy i dużo rozmawiałyśmy o tzw. sprawach bieżących. Narzekałam na swoją prace aż ona nagle rzuciła „skoro rysujesz, to, czemu nie zaczniesz dziarać?”. I tak się zaczęło. Odsprzedała mi swoje stare maszynki i zaczęła się moja przygoda z tatuażem.

Jak długo dziarasz?

Niedługo będą 3 lata.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Nie wiem czy to styl życia, może tak bym tego nie nazwała, ale tatuaż na pewno pochłania prawie całą moją uwagę. Robiąc to nie czuje się jakbym „pracowała” w złym tego słowa znaczeniu. Zawsze sprawia mi to radość i całkowicie pochłania, ale nie jestem też takim tatuażowym freakiem żeby mieć wydziarane całe ciało czy jakoś specjalnie angażować się w życie takiej „konwentowej” społeczności.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Wady…myślę, że praca przy otwartej tkance, która zawsze niesie jakieś ryzyko zarażenia się jakąś chorobą. I mówię to tutaj bardziej w kontekście samej siebie, bo z moja obsesja dbania o sterylność stanowiska nie ma możliwości żeby klient się czegoś obawiał. Bardziej ja boje się np. ukłucia igłą. Na pewno też ciąży na nas duża odpowiedzialność, co może być mocno przytłaczające.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

Oczywiście, że pamiętam. Byłam mocno podekscytowana i jednocześnie przerażona. Miałam na koncie jakieś 2 dziary na sztucznej skórze i wiedzę, jaką zdobyłam podpatrując Dżo.  Był to około 10 cm wzór bulteriera na udzie. Na szczęście nigdy nie brałam się za coś, co mi nie leżało. Jak zaczęła mi się ścierać kalka potrafiłam dokończyć dziarę bez niej. W sumie do tej pory ją lubię, to był fajny początek mimo ze w trakcie przeszłam niejedno załamanie nerwowe, łącznie z płaczem i „rzucaniem tego”.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Moją pierwszą maszynka był Bronze Walker firmy Workhouse, używana, odkupiona od Dżo, która powiedziała, że „jak mam dziarać, to powinnam nauczyć się na cewkach, bo zaczynać od rotarki to jak zacząć jeździć samochodem w automacie zamiast najpierw ogarnąć manualna skrzynie”. Jakoś to sobie zapamiętałam i cisnęłam tą cewką dopóki jej nie wykończyłam. Swoją drogą tak mi podpasowała, że jak padła to kupiłam sobie taka samą.

Cewka czy rotarka?

Hmm ciężko mi powiedzieć, ostatnie 8 miesięcy dziarałam tylko rotarką (Hawk Spirit), bo tak się w nią wkręciłam i przyzwyczaiłam do wygody związanej z jej używaniem, że odstawiłam cewki, których mam chyba z 5. Sama już nawet nie wiem. Ja się bardzo przyzwyczajam do różnych rzeczy i nie lubię zmian. Jak mam swój kącik w studiu, to nie lubię się gdzieś przenosić. Jak mi leży maszyna, to ciężko mi się przestawić na inną itp. Planuje jednak zacząć używać obu i w kwestii maszyn bardziej się otworzyć. Mam wrażenie, że trochę sama siebie ograniczam i nie pozwalam na nowe odkrycia dot. sprzętu.

Czym teraz dziarasz?

Na dzień dzisiejszy używam Cheyenne Hawk Spirit. Jest super, idealna do projektów, jakie wykonuje. Tak jak mówiłam wcześniej, przyzwyczaiłam się do niej, więc jest już jak część mojej ręki. 

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?  

Podobają mi się różne style. Łapię się na tym, że jak jakaś dziara wpadnie mi w oko, to zaraz jest „ooo teraz może trochę w taki polecę” a zaraz w następny i tak lawiruje pomiędzy nimi, ciągle poszukując swojego stylu. Są to głównie style bardziej rysunkowe, graficzne, malarskie, komiksowe. Lubię abstrakcje, „dziwne rzeczy”. Coś bardziej artystycznego niż realizmy. Chociaż doceniam kunszt prac realistów. 

Czego nie robisz?

Czego nie lubię… ciężko mi powiedzieć, bo naprawdę potrafię docenić wiele i dojrzeć fajne rzeczy w każdym stylu, ale chyba najmniej leży mi old school, jakoś tego nie czuje. Więcej dziar robię czarnych, chociaż lubię bawić się kolorem. Na pewno chciałabym robić więcej  prac„malarskich”, gdzie jest gra nie tyle samym kolorem, co też tworzeniem faktury tej barwy jak np. nałożenie grubszej  warstwy farby na obrazie. 

Czy możesz powiedzieć o sobie, że masz własny styl dziarania?

Nie, myślę, że jest na to jeszcze dużo za wcześnie. Ciągle szukam swojego stylu, ciągle inspirują mnie nowe rzeczy, więc to wszystko jest bardzo zmienne. 

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Tak zawsze wykonuje własne projekty i robię to przy kliencie w dniu sesji (czy to coś małego czy sesja całodzienna) z tego względu, że bardzo dobrze pracuje mi się pod presją. Wtedy skupiam się całkowicie na pracy i momentalnie mam głowę pełną pomysłów. Jak mam za dużo czasu to ciągle coś mnie rozprasza i już nie ma takiego flow.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest to prosta sztuka…

Tak, jednego i drugiego. Covery to nawet lubię robić, bo to fajne i ciekawe wyzwania. Można wykorzystywać części starych tatuaży do stworzenia całkiem nowej, nowoczesnej formy. 

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Robiłam wszystko ręcznie, na papierze, dopóki nie odkryłam z pół roku temu iPada (śmiech). Od tej pory ograniczyłam projektowanie na papierze prawie do zera. Teraz taki klasyczny rysunek wykonuje bardziej dla własnej rozrywki niż zawodowo.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Ciężko mi się wypowiedzieć… Myślę, że zależy to od tego jak ktoś to robi i jaki jest efekt końcowy, czyli tatuaż. Ale ja nie projektuje w ten sposób. Myślę, że to bardziej domena realistów, a w tym temacie ciężko mi się wypowiadać, bo nie śledzę ich pracy tak jak np. tatuatorów pracujących w stylu graficznym. 

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Osobiście uważam, że jakieś delikatne zmiany w nasyceniu, kontraście itp. nie są czymś złym. Zdjęcie powinno być dobrze zrobione, dobrej, jakości, przyciągać wzrok i sprzedawać nasze prace. Jak wiemy, ciężko jest odzwierciedlić to jak tatuaż wygląda w rzeczywistości na zdjęciu. Jeżeli są to zmiany kosmetyczne, to nie mam nic przeciwko, wręcz przyjemniej się takie prace ogląda. 

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłaś?

Tak jak już wcześniej wspomniałam, był to portret bulteriera, swoją droga mojej suczki Hani. Robiłam go cewką, Bronze Walker Workhouse i kompletnie nie radziłam sobie z wysunięciem igły czy zachowaniem kalki na skórze. Ale dałam radę. Upociłam się, upłakałam, ale skończyłam i efekt końcowy był jak na pierwszą dziarę bardzo spoko a jej właściciel zadowolony. A co do miejsca, to był robiony na kanapie w moim mieszkaniu. „Sterylnej” kanapie (śmiech).

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

Szczerze mówiąc to zawsze mam z tym problem. Nawet jak zrobię (wydaje mi się) zajebistą dziarę i jestem podjarana, robię zdjęcie, a po godzinie jak je oglądam, już się doszukuje błędów. Takim sposobem nie mam czegoś takiego jak „moja najlepsza dziara” i obawiam się, że moje ambicje i oczekiwania wobec samej siebie chyba nigdy nie pozwolą mi się takiego dorobić.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Hmm, jaki zrobiłam.. nie było jakiś super hardcorowych. Robiłam kilka na wewnętrznej stronie wargi, ale to już chyba nie jest tak szokujące jak kiedyś. 

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Tak, wszystkie te internetowe oklepance odpadają (znaki nieskończoności, dmuchawce zamieniające się w ptaki itp.). Generalnie nie powielam wzorów, wszystko projektuje sama i wykonuje tylko raz.

„Janusze tatuażu” to?

Janusze to ludzie, których tok myślenia to „o proszę łatwy hajsik, co to za sztuka odbić coś i pomalować”. Ja nie twierdze, że każdy musi być z wykształcenia plastykiem, mieć wybitny talent plastyczny itd., ale trzeba mieć minimalne zdolności. Teraz byle, kto może kupić sobie maszynkę i trzaskać jakieś babole na krześle w piwnicy. To mnie nawet tak nie dziwi, jak to, że znajdują się na to klienci. Wiadomo klasyczni Janusze to ci wszyscy ludzie, których galerii nie trzeba nawet komentować, ale druga sprawa, że dla mnie Januszem jest również ktoś, kto kopiuje cudze dziary, a już w ogóle dramat jak kalkę robią ze zdjęcia czyjegoś tatuażu. To jest strasznie słabe po prostu. Sama miałam sytuacje, że ktoś kropka w kropkę kopiował moje tatuaże (i to u mnie w mieście) i jeszcze robił to beznadziejnie, totalnie nie rozumiejąc idei i klimatu tej dziary. 

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

O rany ja ich nawet nie zacznę wymieniać, bo to są setki osób. Ja nawet często nie znam osoby, której praca gdzieś mi się tam wyświetliła i spodobała, a np. jej dziara gdzieś mnie do czegoś zainspirowała, coś w niej wychwyciłam, co nakierowało mnie na nowe fale. Każdą wolna chwile spędzam przeglądając instagrama, oglądając tatuaże ludzi z całego świata także, co do tatuatorów nie ma, co wymieniać. Inne dziedziny… mnie potrafi zainspirować wszystko dookoła, nawet zwykła faktura na materiale.. Zapamiętam ją a później wykorzystam, jako cześć jakiejś abstrakcji. Każdego dnia dostrzegam w zwykłych i niezwykłych rzeczach elementy warte zapamiętania i trzymam w takim „pamięciowym schowku” żeby później móc je wykorzystać.