Katowice: Zbigniew Jaworski ze Studia Tatuażu Abaddon 3 miesiące ago

Najlepiej zdecydowanie czuję się w kolorach, chociaż czarno-szare, cieniowane prace też lubię wykonywać. Jednak kolor to kolor. Najchętniej uwielbiam tatuować motywy z horrorów, bo też jestem mega wielkim fanem tego gatunku. Staram się wykonywać wszystkie style jak leci. Wykonuję zazwyczaj szkice danych tatuaży a całe dopracowanie itd. zostaje już bezpośrednio wykonywane zazwyczaj na skórze. Inspiracje czerpie chyba z wszystkiego co nas otacza, ale w szczególności moją największą inspiracją są inni tatuatorzy…

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Nigdy tego nie planowałem. Od dziecka dużo bazgrałem po kartkach kredkami itp.I od tego bazgrolenia do tatuowania… (śmiech).

Jak długo dziarasz?

Miałem chyba 16-lat jak zrobiłem pierwsza „dziare”, bo inaczej tego nie można nazwać. Sam na sobie. Później doszli znajomi z dzielnicy. Wtedy było ciekawie (śmiech). Ale z całego serca mogę powiedzieć, że bardzo dużo im zawdzięczam. Gdyby nie oni to nie wiadomo, czym bym teraz się zajmował.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

I jedno i drugie, bo na co dzień prowadzę studio w Katowicach i w nim też pracuje. Nie wyobrażam sobie siebie na innym miejscu, bo ja tym najnormalniej w świecie żyje, od kiedy tylko pamiętam i kocham to robić do bólu (śmiech).

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Ból pleców – to dla mnie chyba najgorsza opcja…a tak to chyba już nic mnie nie zdziwi. Każdy, kto zaczynał swoja przygodę z tatuowaniem, wychwytywał wiele wad tego zajęcia. Jednak im więcej człowiek się uczy z danej dziedziny i szlifuje swój warsztat, to praca staje się przyjemnością.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Nie było stresu, bo pierwszą próbę zrobiłem sam na sobie i dokładnie to pamiętam, bo dostałem solidnego „czopsa” od matki z zaskoczenia (śmiech). Usłyszałem tylko to przysłowiowe – „na dupie se zrób!”. Dopiero po tych słowach doszło do mnie, za co był ten cios w łeb. Ja zapomniałem schować to, co sobie zrobiłem. Był to minimalistyczny piorun na ramieniu i nie mam też pojęcia, po co ja sobie to zrobiłem (śmiech).

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

To był sprzęt zrobiony z długopisu z cieniutką końcówką pozbawiony wkładu a na jego miejscu struna z gitary z zaostrzonym końcem przez pilnik do paznokci i silniczek z walkmana. W tej chwili jak sobie przypomnę ten zacny sprzęt to.. (śmiech).

Cewka czy rotarka?

Wiele lat przepracowałem na cewkach i do tej pory nawet posiadam parę takich maszyn. Od jakiegoś czasu przeskoczyłem na maszyny rotacyjne z tego względu, że wygodniej się nimi pracuje. Jedno zostaje niezmienne a mianowicie igły. Od początku pracuje na standardowych lutowanych na drucie.

Czym teraz dziarasz?

Moje maszyny, na których dłubie, to Turanium-y, Stigmai Spektra. Bardzo przyjemnie mi się na nich pracuje od lat.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Najlepiej zdecydowanie czuję się w kolorach, chociaż czarno-szare, cieniowane prace też lubię wykonywać. Jednak kolor to kolor. Najchętniej uwielbiam tatuować motywy z horrorów, bo też jestem mega wielkim fanem tego gatunku. Staram się wykonywać wszystkie style jak leci.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Wykonuję zazwyczaj szkice danych tatuaży a całe dopracowanie itd. zostaje już bezpośrednio wykonywane zazwyczaj na skórze. Inspiracje czerpie chyba z wszystkiego co nas otacza, ale w szczególności moją największą inspiracją są inni tatuatorzy…

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Zdecydowanie klasyczny rysunek.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Jeśli przenosimy coś na skórę, ale dodając przy tym coś od siebie np. improwizując oczywiście za zgodą klienta, to jest to sztuką. Natomiast, jeśli bierzemy z neta gotowy wzór i odbijamy go na skórę w 100% taki jak jest no to wiadomo…

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Rzadko jestem zadowolony ze swoich prac. Często mam tak, że po całym dniu tatuowania cyknę sobie na koniec zdjęcie danej pracy a po powrocie do domu jestem w stanie gapić się na nie godzinami i wtedy dopiero wyłapuje różne detale itp. Gdzie mógłbym zrobić to i tamto trochę inaczej…Wychodzę z założenia, że to klient ma być zadowolony i to jest najważniejsze dla mnie i nic więcej się nie liczy, bo przecież dla nich to robimy.

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Te klasyczne pieczątki, które modne były 15 lat temu, tribale, gwiazdki, znaki nieskończoności i tak dalej. Każdy z branży tatuatorskiej wie o co come on.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Nic już raczej mnie nie zdziwi. Przerwa w dostawie prądu też kiedyś była…

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Zdziwienie, że trzeba się zapisać wcześniej, wpłacić zaliczkę lub kwota za sesję…Klienci mają problem z projektami. Chcą tatuaż, ale nie wiedzą co chcą. Albo chcą kopię tatuażu Itp. Kiedyś mnie wiele rzeczy irytowało, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja i takie zachowania ze strony klienta stają się normalką. Przychodzą do studia po konkrety a ja mam obowiązek wykonać swoją prace jak najlepiej tylko potrafię. Trzeba dobrze wysłuchać wymagań ze strony osoby, która przyszła po ten wymarzony tatuaż. Konkretna konsultacja z klientem i odpowiednie przygotowanie to połowa sukcesu…

„Janusze tatuażu” to?

Sam czasami zapodam jakimś komentarzem na Januszach. Z drugiej strony to nie powinniśmy się nawzajem krytykować. Mam takie swoje powiedzonko i często je powtarzam – „każdy orze jak może”. No chyba, że ewidentnie widać jak ktoś tatuuje już z 10 lat, ale w dalszym ciągu robi to tak samo jak na początku…ehh. To wtedy ręce opadają i szkoda słów.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Pierwszym takim człowiekiem był Robert Hernandez i on mnie od początku napędzał. Od tamtego czasu doszło wiele innych artystów. Wielu bym musiał wymieniać.