Kraków: Piotr Dedel z Schiza Tattoo 3 miesiące ago

Ogólnie moją stylistykę można nazwać przekolorowanym surrealizmem z elementami abstrakcji.  Zresztą nie lubię definiować swojego stylu. Próbuję różnych rozwiązań tworząc elementy z dymu, zacieków, plastelinowej faktury, odbić tafli wody, sęków w drewnie czy efektu rozlanej benzyny w kałuży. Ogólnie mówiąc – natura i wszystko, co znajduje się ciekawego w fotografii i iluzjach optycznych. Można powiedzieć, że moją mocną stroną jest umiejętność łączenia kolorów i wydobywania z nich całego spektrum nasycenia. Wolę kolorowe prace niż czarno-białe, ponieważ poprzez to, że jest o wiele więcej możliwości i pracuje się ciekawiej. Poza tym efekt końcowy wygląda o wiele fajniej w przypadku kolorowych prac.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuatorem?

Zanim zacząłem tatuować studiowałem na architekturze krajobrazu, lecz nie satysfakcjonował mnie ów kierunek, ponieważ od najmłodszych lat pasjonował mnie rysunek. Rzuciłem studia na trzecim roku, gdy kolega z rodzinnego miasta zapoznał mnie z maszynką i ogólnymi pryncypiami tatuażu. Kiedy zobaczyłem go przy pracy, stwierdziłem, że jest to o wiele bliższe mojemu sercu. Co później okazało się trafnym wyborem – zakochałem się w tatuażu po dziś dzień.

Jak długo dziarasz?

Tatuować zacząłem w 2006 roku, więc już 13 lat.

Pamiętasz swój pierwszy raz, kiedy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Pierwszy raz igłę wbiłem w moje ciało, gdy miałem 10 lat. Użyłem do tego zwykłej igły do szycia i tuszu z długopisu. Był to mały ludzik, który w strachu przed mamą, rok później, próbowałem wydłubać pęsetą. Towarzyszyły temu krwotok, ból, agonia i krzyk cierpienia. Mam go do dzisiaj. Pomijając ten młodzieńczy wygłup, kiedy zająłem się profesjonalnie tatuażem zaczynałem w domu ćwicząc na kumplach. Było dużo stresu, wstyd towarzyszący pierwszym nieudanym próbom, ale z biegiem czasu stopniowo zacząłem coverować swoje prace w ramach przeprosin.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Tatuowanie dla mnie to i praca i styl życia. Trzeba znaleźć odpowiednie proporcje, ponieważ kiedy zaczynasz traktować swoją pasje, jako pracę, może ona stać się piekłem.

Jakie są największe wady Twojego zawodu?

Największą wadą mojego zawodu jest przemęczenie kręgosłupa. Kiedy robi się całodzienne sesje schylając się nad klientem, po dłuższym czasie zaczynają odzywać się najsłabsze ogniwa Twojego organizmu.  Poza tym nie zawsze współpraca z klientami jest łatwa. Zawsze znajdzie się ktoś, kto stara się wejść Ci na głowę, ale jest to znikomy odsetek całości. Ogólnie nie jestem osobą która narzeka, ponieważ doceniam to co robię. Aczkolwiek tak jak każdy zawód, ten również ma swoje wady i zalety.

Jesteś właścicielem studia, ciężko jest prowadzić własny biznes?

Szczerze mówiąc zanim założyłem studio wydawało mi się to prostsze. Głównie doskwierają mi sprawy papierkowe. Szczególnie w takim kraju, jakim jest biurokratyczna Polska. Aczkolwiek, od kiedy mam managerkę, która pomaga mi to ogarnąć wszystko zaczęło się układać i Schiza zaczyna się rozwijać w pełni, jako profesjonalne studio.

Pamiętasz swoją pierwsza maszynkę?

Tak, pamiętam. Był to chiński nieużytek. Pamiętam jak tatuowałem nią swojego kumpla i igła wystrzeliła mu w nogę. Od tej pory uznałem, że warto zainwestować w dobry sprzęt.

Cewka czy rotarka?

Do tego, co robię najlepiej przydaje się maszyna rotacyjna. Ponieważ według mnie dokładniej wbija kolor i pracuje się nią szybciej. Poza tym jest o wiele wygodniejsza niż maszynki cewkowe, bardziej mobilna i ładnie wygląda.

Czym teraz dziarasz?

Dziaram teraz kilkoma maszynkami. Przede wszystkim Hawk (Pen oraz Thunder), Stigmą oraz prototypem maszynki Intenze.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Ogólnie moją stylistykę można nazwać przekolorowanym surrealizmem z elementami abstrakcji.  Zresztą nie lubię definiować swojego stylu. Próbuję różnych rozwiązań tworząc elementy z dymu, zacieków, plastelinowej faktury, odbić tafli wody, sęków w drewnie czy efektu rozlanej benzyny w kałuży. Ogólnie mówiąc – natura i wszystko, co znajduje się ciekawego w fotografii i iluzjach optycznych. Można powiedzieć, że moją mocną stroną jest umiejętność łączenia kolorów i wydobywania z nich całego spektrum nasycenia. Wolę kolorowe prace niż czarno-białe, ponieważ poprzez to, że jest o wiele więcej możliwości i pracuje się ciekawiej. Poza tym efekt końcowy wygląda o wiele fajniej w przypadku kolorowych prac.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach?

Tak, podejmuję się coverów traktując je jako wyzwanie. Styl w którym pracuje pozwala na przykrycie każdego skrawka zakrywanego tatuażu.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspiracje?

Oczywiście, że robię właśnie projekty. Właściwie do każdego pomysłu klienta dodaje coś swojego lub w ogóle robię go po swojemu. Często również rysuje projekty ołówkiem.

Są motywy, których masz dość, których nie robisz?

Robię tylko tatuaże, które czuje. Zwykle odmawiam projektów graficznych, kaligrafii, motywów japońskich i wszystkiego, co nie sprawia efektu trójwymiarowości.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Używam tabletu Surface Pro 3 jeśli chodzi o pracę z Photoshopem. Zdarza mi się również coś narysować, ale zwykle cyfrowo łącze to na tablecie. Najważniejszy jest efekt końcowy.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka?

Definicji sztuki jest tak wiele ile jest osób, które próbują ją zdefiniować. Ja nie mam problemu z tym, że łącze zdjęcia, ponieważ niektóre rzeczy ze względu na styl muszą być realistycznie przeniesione na skórę. Z tego względu narysowanie ich byłoby niemalże niemożliwe.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny

Jestem najbardziej dumny z tatuażu, który zrobiłem pewnej kobiecie w Londynie. Jest to anioł stróż z krajobrazem przypominającym czaszkę. Zrobiliśmy go w 30 godzin i zajmuje on całe plecy. Pamiętam, że dała mi pełne pole do popisu. Obdarzyła mnie pełnym zaufaniem i miło spędziliśmy czas, co zaowocowało prawdziwe szczerą pracą, która później była kopiowana dziesiątki razy przez różnych artystów z całego świata. Przyniosła ona swojego rodzaju popularność i zapoczątkowała dobry czas w mojej karierze.

 „Janusze tatuażu” to:

Janusze tatuażu to pejoratywne określenie ludzi, którzy po prostu się nie starają. Właściwie Januszami tatuażu byliśmy my wszyscy, kiedy zaczynaliśmy swoją przygodę. Nikt od razu nie rodzi się z maszynką w ręce. Jednak są ludzie, którzy po prostu nie mają do tego predyspozycji i jeżeli jesteś Januszem tatuażu zbyt długo, bez widocznego progresu, powinieneś myśleć o zmianie profesji.

A co sądzisz o podrasowywaniu zdjęc wykonanych tatuaży?

Zależy, co rozumiemy przez podrasowywanie. Jeżeli chodzi o podkręcanie kolorów czy różnorodne filtry to oddala to od autentyczności i jest to zwykłe oszustwo.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Miałem kilku artystów, kiedy szukałem swojego stylu z różnych dziedzin sztuki takich jak Beksiński, Łempicka, Salvador Dali, a jeżeli chodzi o tatuatorów lubiłem podglądać prace Tofiego, Victora Portugala, Roberta Hernandeza czy Guya Aitchinsona. Zwykle wyglądało to tak, że próbowałem sobie wyobrazić jak dany element wykona ten czy inny artysta. Krok po kroku mój styl stał się mieszanką każdego z nich.

Jak czujesz się z myślą, że ktoś może podziwiać Cię, jako artystę?

Bardzo dobrze. Jest to trochę mój motor napędowy. Miłe jest uczucie, kiedy to, co robisz jakkolwiek wpływa na drugiego człowieka, ale warto stać na ziemi, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś lepszy do Ciebie i podchodzić do swojej pracy z pokorą.