Łódź: Marija Ana Milosavljevic z Marija Milo Tattoo 2 tygodnie ago

Najlepiej czuję się poruszając po moich autorskich pracach, na które składają się motywy zaczerpnięte z fauny i flory. Przewodnim motywem są kwiaty, do których miałam słabość od zawsze, ale staram się nie ograniczać i jestem otwarta na wszelkie propozycje i nowości.  Bardzo lubię tworzyć kompozycje składające się z elementów szkicu, watercolouru, dotworku, czerni jak również czasem form geometrycznych.     

Skąd pomysł że zostaniesz tatuażystką?

Wbrew pozorom to trudne pytanie i nie mam na to  jednoznacznej odpowiedzi. Od dzieciństwa jarałam się tatuażami. W parze z zainteresowaniami szły zdolności manualne, które z biegiem lat starałam się rozwijać. Moje rysunki w pewnym momencie stały się pierwszymi projektami tatuaży.

Jak długo dziarasz?

Od 2015, a profesjonalnie 2016.

Jak to się stało, że wylądowałaś w Łodzi?

Mimo obcobrzmiącego nazwiska urodziłam się w Łodzi. Dom w którym mieszkam wybudował mój dziadek i pradziadek. Wczesne dzieciństwo spędziłam jednak w Belgradzie stolicy Serbii, by później w wyniku rożnych zawirowań, spowodowanych głównie konfliktem zbrojnym na Bałkanach przenieść się do Wiednia. W Polsce zamieszkałam na stałe w wieku 9 lat.

Czy w Serbii tatuaże też są takie modne jak w Polsce?

Teraz moda na tatuaże powoli się kształtuje, ale mam wrażenie, że w tamtym rejonie nadal jest to nisza. Moje tatuaże i wykonywany zawód wzbudzają ciekawość wśród rodziny,znajomych jak i również przechodniów, na moje szczęście pozytywną.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Myślę, że jedno i drugie, ponieważ poświęcam mojej pracy dużo czasu i serca. Wolne chwile spędzam najczęściej tworząc nowe projekty, mam z tego frajdę, praca to moje hobby. Nie wyobrażam sobie abym mogła się czymś innym zająć w życiu. Obecna forma pracy pozwala mi również na moje drugie hobby, a mianowicie na podróżowanie po świecie co też czynię chętnie i regularnie.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Chyba nie będę oryginalna, ale mój kręgosłup ostatnio daje mi się we znaki. Godziny spędzone w pochylonej pozycji są w stanie zmienić największego twardziela w dzwonnika z Notre-Dame, choroby zawodowe to zmora tatuażystów.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

To było równo 4 lata temu. Byłam wtedy na praktykach w studio. Miałam za sobą doświadczenia jedynie w postaci tatuowania sztucznej skóry. Stresowałam się jakbym miała wykonać co najmniej skomplikowany zabieg chirurgiczny. Na szczęście było przy mnie parę bliskich mi osób, a królik doświadczalny był moją koleżanką ze studiów, więc minimalizowało to stres podczas tatuowania.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Pamiętam doskonale, ponieważ to moja ulubiona maszynka i dziaram nią do dzisiaj mimo, że przeszła wiele. Mowa o Thunderze.

Cewka czy rotarka?

Stanowczo rotarka. Swój wybór uzasadniam dość prozaiczną kwestią mianowicie moją pierwszą maszynką był Thunder i najzwyczajniej w świecie ukształtowało to moje podejście do maszynek. Miałam okazję pracować na cewkach, ale nigdy nie mogłam się do nich przekonać.

Czym teraz dziarasz?

Jak wyżej wspomniałam,  Thunderem Cheyenne, bardzo dobrze mi się niej pracuje. Poza tym lubię z czystej wygody pracować na jednej maszynce, co umożliwia mi praca na cartridgach.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?  

Najlepiej czuję się poruszając po moich autorskich pracach, na które składają się motywy zaczerpnięte z fauny i flory. Przewodnim motywem są kwiaty, do których miałam słabość od zawsze, ale staram się nie ograniczać i jestem otwarta na wszelkie propozycje i nowości.  Bardzo lubię tworzyć kompozycje składające się z elementów szkicu, watercolouru, dotworku, czerni jak również czasem form geometrycznych.            

Czy możesz powiedzieć o sobie, że masz własny styl dziarania?

Wydaję mi się, że tak. Rysunek jest niczym charakter pisma, każdy ma swój własny. Dość często poza tym słyszę od klientów że mam charakterystyczną kreskę i nie ukrywam że bardzo mi to schlebia.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Wszystkie projekty robię sama, a inspirację czerpię zarówno z natury jak i internetu. Lubię podglądać innych artystów, oglądać również albumy etc.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Czasem zdarza mi się podejmować coverów i muszę przyznać, że do końca odczuwam mały dreszczyk wynikający z niepewności, czy efekt końcowy będzie identyczny z zamierzonym. Natomiast jeśli chodzi o blizny, to przyznam, że nawet lubię je zakrywać, sprawia mi przyjemność ich zakrycie a potem obserwowanie pozytywnej reakcji klientów.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Wszystkie projekty rysuję odręcznie. Zdaję sobie sprawę, iż projektowanie na kartce zajmuje dużo więcej czasu i jest bardziej pracochłonne, ale nie wyobrażam sobie pracy twórczej bez dotyku papieru, chlapania farbami i porozrzucanych przyborów wokoło. Tworzy to pewien klimat i nastrojowość aktu twórczego. Oczywiście nie wykluczam w przyszłości zakupu tabletu, natomiast na pewno nigdy nie zastąpi on rysowania na papierze i frajdy jaka z tego płynie.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Myślę, że jest to sztuka jak każda inna. Żeby przenieść wzór na skórę, trzeba go najpierw zaprojektować, a żeby zrobić to dobrze trzeba również posiadać zmysł artystyczny i techniczny warsztat, tak samo jak w tatuowaniu.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Wszystko robione z umiarem jest dozwolone. Nie mam nic przeciwko podnoszeniu kontrastu, albo ściąganiu czerwieni ze skóry, natomiast już manipulowanie samym tatuażem w PS będzie nieuczciwe wobec odbiorców i jest moim zdaniem równoznaczne z okłamywaniem klientów.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

Nie miałam jakiegoś przełomowego punktu w rozwoju. Była to dość długa i równomiernie kształtująca się ścieżka. Każda praca przyczyniała się do ukształtowania mnie taką, jaka jestem w obecnej formie. Jestem dumna z każdego tatuażu na równi, choć, oczywiście czasami zdarzają się prace, które cieszą bardziej. A poza tym rzeczą, która przynosi najwięcej radości jest pozytywna reakcja klienta.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Klient przegrał zakład w wyniku czego zobowiązał się do wytatuowania sobie na pośladku jabłka. Jabłuszko wyszło bardzo ładnie, ale prezentowało się dość specyficznie w tej części ciała.

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Staram się nie odmawiać klientom wykonania zrobienia tatuażu. Jeśli wzór naprawdę jest oklepany, albo nieatrakcyjny staram się wspólnie z klientem jakoś go prze aranżować. Nie wykonałabym obraźliwego wzoru, związanego z dyskryminacją, albo nienawiścią. Na szczęście nie miałam okazji odmówić, bo nikt z taką propozycją do mnie nie wyszedł.

Najdziwniejsza rzecz jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Wszystkie przypadki wymienione wyżej w nawiasie przytrafiły się mnie i moim klientom. Jedna z moich klientek zemdlała, kiedy byliśmy dosłownie w połowie tatuażu. Co ciekawe powodem utraty przytomności był nie ból i strach przede mną, ale strach przed dźwiękiem maszynki kolegi z sąsiedniego pokoju (śmiech).   Pamiętam też sytuację, że zabrakło prądu, ale byłam wtedy na szczęście dopiero w  fazie odbijania kalki, mogłam więc przenieść pracę na inny dzień.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Najbardziej irytujące są dla mnie „wycieczki szkolne” kiedy tatuuję jedną osobę, a osób towarzyszących jest co najmniej kilka. Przekłada się wtedy to bezpośrednio na poziom mojej koncentracji 😀 Również robienie zdjęć bez pytania przez osoby towarzyszące w nadmiernej ilości bywa irytujące zwłaszcza gdy wymusza to przerwanie mojej pracy.

„Janusze tatuażu” to?

Określenie ma wydźwięk pejoratywny, kojarzy mi się z osobą, która przy znaczących brakach w warsztacie bierze się za maszynkę i tworzy wręcz komiczne prace. Nie porównywałabym jej jednak do osoby której przygoda z tatuażem dopiero się zaczyna, gdyż ta raczej stara się szlifować warsztat i dążyć do progresu. Poza tym wszyscy kiedyś musieliśmy zacząć. Początki są zawsze najtrudniejsze.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Rozpoczynając swoją przygodę z rysunkiem bardzo mocno inspirowałam się szkicami Albrechta Dürera oraz Leonarda da Vinci, a także pracami innych mistrzów, z początku naśladując ich, dosłownie przerysowując ich szkice. Źródłem natchnienia byli dla mnie również impresjoniści, zwłaszcza Monet i Degas, jak również postimpresjonista Vincent van Gogh.  Do tej pory zresztą często wracam do albumów z ich pracami.