Łomża: Damian „Wołek” Wołyniec ze studia tatuażu artystycznego "Podróże po skórze" 4 tygodnie ago

Jako tatuator kocham realizm. Bez różnicy czy kolor czy czarny. Lubię go robić, choć sam na ciele nie mam ani jednej takiej pracy (śmiech). Nie lubię robić dotworku i lineworku. Po prostu nienawidzę. Dla mnie to żmudna robota. Zasypiam przy tym i nie mógłbym robić tego, na co dzień. Ostatnio staram się dodawać trochę grafiki i dalej szukam swojego stylu, żeby ktoś tylko spojrzał na prace i widział, że to moja. Robię własne projekty i staram się namawiać klientów coś oryginalnego. Inspiracje biorę z życia, z internetu, ze zdjęć.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Od zawsze lubiłem tatuaże i chciałem mieć ich dużo na ciele. Więc przyszedł mi do głowy pomysł, że skoro umiem rysować i poszedłem do szkoły plastycznej, to mogę je robić. Zwłaszcza, że z tej szkoły wyrzucono mnie trzy miesiące przed maturą (śmiech). Wraz z przyjacielem zaczęliśmy dziarać… To było bardziej dla zajawki, ale też nie ukrywając mogliśmy na początku jakieś grosze za to brać żeby się utrzymywać.

Jak długo dziarasz?

Dziaram odkąd kupiłem maszynkę, czyli od jakiś 5 lat, …ale od jakiś 2-3 lat bardziej profesjonalnie. Dopiero pojąłem, o co w tym wszystkim chodzi.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Mój pierwszy tatuaż zrobiłem na sobie. Nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Zacząłem od chińczyka. Nawet nie wiem czy ta maszynka miała jakąś nazwę. Leży gdzieś i się kurzy. Jak w końcu udało mi się ją złożyć nie założyłem na cewkę gumki. Igła latała na boki a kontur był tak prześliczny, że aż ze stresu i nerwów zacząłem się pocić i pamiętam tylko słowa siostry „weź przestań się kaleczyć i zostaw to”.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Tatuowanie to dla mnie hobby. Nie ukrywam, że można już powoli z tego godnie żyć w Polsce, ale robię to z przyjemności. Nie męczy mnie to, lubię to, co robię. Nie wyobrażam sobie teraz innej pracy np. na budowie, bez matury czy przebywania za granicą bez rodziny i znajomych.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Największe wady tego zawodu to brak czasu dla bliskich. Nie oszukujmy się, ale to czasochłonna i precyzyjna praca. Poznawanie ludzi jest zarazem przyjemne jak i ciężkie. Każdy chce się z tobą zapoznać, pogadać i wypić piwko. To jest meczące tym bardziej jak się jest młodym i uległym (śmiech).

Cewka czy rotarka?

Pracuje na cewach i na rotarce. Dla mnie obie maszyny są dobre. Cewki są idealne do konturu a cieniowanie oczywiście tylko rotarką.

Czym teraz dziarasz?

Pracuje na rotarce Dragonfly oraz cewce Piracie. Nie wyobrażam sobie pracy bez nich.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania? 

Jako tatuator kocham realizm. Bez różnicy czy kolor czy czarny. Lubię go robić, choć sam na ciele nie mam ani jednej takiej pracy (śmiech). Nie lubię robić dotworku i lineworku. Po prostu nienawidzę. Dla mnie to żmudna robota. Zasypiam przy tym i nie mógłbym robić tego, na co dzień. Ostatnio staram się dodawać trochę grafiki i dalej szukam swojego stylu, żeby ktoś tylko spojrzał na prace i widział, że to moja. Robię własne projekty i staram się namawiać klientów coś oryginalnego. Inspiracje biorę z życia, z internetu, ze zdjęć.

Podejmujesz się coverów? Nie jest prosta sztuka…

Jeśli chodzi o covery w naszym studio akurat przeważnie to moja broszka (śmiech). Podejmuje się ciężkich wyzwań. Czasem niemożliwych. Nie lubię tego robić, ale zawsze ktoś mnie namówi. Czasem człowiek już ma dość i wmawia sobie, że to ostatnio raz no, ale niestety baboli coraz więcej na ludziach i coraz ciekawsze przypadki przychodzą do naszego studia.

Są motywy, których masz dość lub, których nie robisz?

Nie robię małych tatuaży, znaków nieskończoności, piórek, napisów, dmuchawców, ptaszków czy innych pierdół. Czego mam dość? Chyba jak każdy: po pierwsze WILKI !! Już tego troszkę się narobiło. Oczywiście patriotyzm. Nie żebym miał coś do patriotów, ale no, co się oszukiwać. W głowie nic, ale na przedramieniu polska walcząca. Do tego zegary tak ukochane no i róże, ale w sumie ten motyw nigdy nie wyjdzie z mody. Zawsze był i będzie.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Projekty robię w Photoshopie. Resztę dorysowuję ręcznie na skórze albo od razu maszynką. Choć rozważam ostatnio kupno tableta. Myślę ze poprawi to, jakość projektów a tym samym tatuaży.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Sklejenie projektu to tylko praktyka i nauka. Każdy może to zrobić. Wystarczą chęci i cierpliwość. Jednak nie każdy potrafi to potem wykonać na skórze…i to jest sztuka (śmiech).

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Tatuaż z jakiego jestem najbardziej dumny to patriotyzm. Cały rękaw (patrz galeria). Jest inny od tych wszystkich patriotycznych tatuaży. Gdyby nie to, że klient był uparty i wymagający to może by nie wyszedł tak jak chciałem. Robiłem ten rękaw około 50-60 godzin i z 20 godzin przy projektowaniu wraz z klientem. To był mężczyzna, stary wojskowy, więc dużo wiedział o tym, co chce mieć wytatuowane na ręku.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Sporo tego było. Ludzie mdleli, wymiotowali, zasypiali. Raz była przyjemna przygoda z brakiem prądu. Klient przyniósł buteleczkę whisky na przywitanie. Rozstawiłem tylko sprzęt jak zabrali prąd no i co było dalej domyślcie się. Whisky puste jak i skóra klienta. Nie podziaraliśmy tamtego dnia (śmiech).

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Myślą, że to dla nas przyjemna praca, i że nie mamy własnego życia, że nie jesteśmy nigdy zmęczeni i jesteśmy robotami albo drukarkami. Klienci, którzy przychodzą i już masz ich natychmiast zrobić, bo oni sobie tak życzą. Nie liczą się inni. Ty przecież nie masz napiętego grafiku a on przyjechał z zagranicy pan i władca. On musi mieć ten tatuaż i nawet w nocy lub w niedzielę może się tatuować. Zaplata za tatuaż zawsze jest problemem „bo to drogo”. Najlepiej za 200 zł całe rękawy im robić. Ludzie kupujecie buty, co dwa miesiące za sześć stów. Chwilę potem wywalacie je do kosza, bo już się do niczego nie nadają a na tatuaż warty 1200 zł, który jest na całe życie szkoda wam pieniędzy i potraficie się targować… nie rozumiem tego…

„Janusze tatuażu” to?

Są Janusze i Janusze. Jedni to tacy, co zaczynają. Ja też zaczynałem i strasznie kaleczyłem siebie i ludzi. Niestety są tacy, co naprawdę nie trzymali ołówka w ręku a zabierają się za dziaranie, żeby mieć na browara… to prawdziwi Janusze.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Delikatne poprawienie kontrastu zdjęcia, żeby tatuaż nabrał realnych kolorów nie jest problematyczne. Nie oszukujmy się, zdjęcie nigdy nie odda tego, jak zobaczenie na żywo i z tego, co widzę każdy to robi.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Moi ulubieni artyści to Ad Pancho, Ben Kaye. U-Gene, Grindesign. Jaram się techniką i ich perfekcją. Jak to wszystko jest zrobione. Wręcz czasem nierealne dla mnie. Motywują mnie. Nadal się uczę i będę starał się być jeszcze lepszy, bo w tym zawodzie nie ma najlepszego. Nigdy nie będzie. To trochę podcina skrzydła, ale lubię to robić.