Poznań: Jakub Mucha ze studia Tattoo Mucha 1 miesiąc ago

Tatuaż neotradycyjny jest mi chyba najbliższy. Lubię też wychodzić poza ramy stylu z elementami geometrii czy dotworku. Nie ma motywów, których mam dość, bo nie „drukuję” tatuaży (śmiech). Każdy wzór jest inny, dlatego każdy robi się przyjemnie. Każdą rzecz da się zrobić „od nowa” – oryginalnie i najczęściej też indywidualnie dopasowaną do potrzeb. Najważniejsze jest świeże spojrzenie, na oklepany już wzór. Najczęściej coveruję znaki nieskończoności, imiona partnerów czy tribale i takich właśnie tatuaży też nie wykonuje.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Od wczesnego dzieciństwa rysuje, na czym się da i czym się da. W ten sposób w rodzinnym domu swojego czasu była „boazeria” z rysunków w kotki, pieski itp. (śmiech). Tak, więc pomysł na zostanie tatuażystą był prosty. Głównym bodźcem był znajomy lokalny artysta, który poza malarstwem zajmował się tatuowaniem. Po zrobieniu sobie u niego pierwszej dziarki, temat bardzo szybko mnie zafascynował i już niedługo nabyłem własną maszynkę. „Rób to, co robisz najlepiej”

Jak długo dziarasz?

Pierwszą swoją dziarkę zrobiłem tuż po 20-tych urodzinach. Czyli ok 14 lat temu.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Pewnie, że pamiętam! – symbol Metalliki, na ramieniu kolegi. Nie bałem się czy wyjdzie czy nie… Umiałem już rysować, bałem się czy nie skaleczę kumpla i czy wszystko będzie ok. Tatuaż wyszedł średnio, ale kolega był zachwycony! (śmiech).

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Zdecydowanie tatuowanie to całe moje życie.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Ciężko szukać wad na siłę. Czasem ból pleców.

Jesteś właścicielem studia. Ciężko jest prowadzić własny biznes?

Trzeba było się sporo nauczyć i ogarnąć, dlatego początki były trudne. Teraz wiele spraw stało się rutyną. A w prowadzeniu studia i kierowaniu biznesem bardzo pomaga ekipa oraz manager.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Pierwszą maszynkę dostałem od wspomnianego wcześniej artysty. Tłoczona przez jakiegoś ślusarza, podobno na wzór oryginalnej jak do tatuażu. Ale oczywiście był to silniczek od walkmana, zdobiona rurka – a w niej wiadomo, struna od gitary (śmiech).

Cewka czy rotarka?

Rotarka, a najlepiej PEN głównie przez brak „wibracji” i cichą pracę, co daje lepsze odczucie jak w przypadku pędzla i płótna.

Czym teraz dziarasz?

Hawk Pen – dla mnie idealna.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Neotradycyjny jest mi chyba najbliższy. Lubię też wychodzić poza ramy stylu z elementami geometrii czy dotworku.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Inspiracje atakują mnie stale w ciągu dnia.  Pomysły wlatują w różnych sytuacjach. Później sklejam gotowy pomysł w Photoshopie z grafik, zdjęć lub własnoręcznych szkiców. Staram się słuchać i rozumieć człowieka, który do mnie przychodzi, dlatego z reguły jest super. Jednak zdarzają się też „nauczyciele tatuażu”.  W przypadku problemu z doborem wzoru umawiam się na konsultacje i pomagam z doborem indywidualnie.

Czy są motywy, których masz dość lub, których nie robisz?

Nie ma motywów, których mam dość, bo nie „drukuję” tatuaży (śmiech). Każdy wzór jest inny, dlatego każdy robi się przyjemnie. Każdą rzecz da się zrobić „od nowa” – oryginalnie i najczęściej też indywidualnie dopasowaną do potrzeb. Najważniejsze jest świeże spojrzenie, na oklepany już wzór. Najczęściej coveruję znaki nieskończoności, imiona partnerów czy tribale i takich właśnie tatuaży też nie wykonuje.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny? 

Jak wspomniałem już wcześniej, dobór narzędzia do wykonania wzoru zależy od potrzeb stylu, w jakim ma zostać wykonany tatuaż. Jednak moim wyborem jest papier lub już prywatnie i w ramach relaksu płótno.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Jedno i drugie to sztuka i w niektórych przypadkach jedno bez drugiego nie ma racji bytu.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Nie mam jednego tatuażu, który jest jakimś moim trofeum. Czerpię ogromną satysfakcję z robienia tzw. coveru, czyli przykrycia starego tatuażu zupełnie nowym wzorem – cieszy mnie zadowolenie ludzi i często zmiana ich życia.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłeś? Choć czy w sztuce może być coś dziwnego?

Zdarzają się dziwne akcje, ale nie było nic nadzwyczajnego, co by mnie zszokowało.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Przypomniała mi się sytuacja, w której przed wykonaniem tatuażu, koleś opowiada o misji w Afganistanie. O tym, jaki to on chojrak jest, a ledwo po paru nakłuciach zaczął zmieniać kolory, po czym zrezygnował – twierdząc, że musi pilnie wracać do jednostki (śmiech).

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Nie ma raczej zachowań, które by mnie irytowały.

„Janusze tatuażu” to?

Osoby z maszynkami bez talentu.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Podrasowanie… o ile to prosta korekta i wykończenie zdjęcia by wyglądało estetycznie, to normalne w dzisiejszych czasach. Jednak, jeśli chodzi o modyfikacje tatuażu na zdjęciu, by wyglądał na dużo lepszy niż jest w rzeczywistości, to oczywiście kara śmierci (śmiech).

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Dość spory wpływ na mój styl, może niekoniecznie, ale na zabawę kolorem miał i nadal ma Piotr Olejnik.