Poznań: Jarek Pobieda z Kolektywu Tatuatorskiego SZRON 3 miesiące ago

Zaczynałem od realizmu. Częściej czarno biały, ale czasami lubię zrobić kolory. Bardziej podjarałem się surrealizmem  już w Polsce. Chcę być nie „kolejnym tatuatorem” a swoimi pracami i swoim stylem mieć imię. Jeszcze jestem w poszukiwaniach. Każda praca dla mnie to coś nowego. Każdy projekt próbuję przygotować wyjątkowo. Jaram się też neo-tradycyjnym tatuażem. Chcę połączyć mroczny realizm z neo-tradem, i wypracować coś swojego. Jeszcze dużo pracy przede mną. Najlepiej się czuję w graywashach. Z motywów to zawsze chętnie robię czaszki, i ogólnie mroczne rzeczy.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Od dzieciństwa lubiłem tatuaże i nawet chciałem je kiedyś mieć, ale miałem świadomość tego że tatuaże się robi od 18 lat, i że mama na 100% nie pozwoli mi zrobić sobie wcześniej. Byłem bardzo daleko od tematu, ale wszystko się zmieniło jak w wieku 16 lat zrobiłem sobie pierwszy tatuaż. Poniosło mnie dopiero jak już skończyłem 18 lat. Wydawałem każde stypendium na tatuaże. I jak miałem już ich z pięć,  to zdecydowałem się na rękaw. Robiłem wszystko u jednego z pierwszych „ojców” takiego tatuowania, jakim my go widzimy teraz. Jak zaczęliśmy rękaw, to zacząłem podpatrywać jak on to robi. Pomyślałem, że sam też dałbym radę i że chcę spróbować. Wydawało mi się to proste, ale bardzo się myliłem.

Jak długo dziarasz?

W następnym roku będzie już z siedem lat odkąd zacząłem.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Pierwszy tatuaż robiłem byłej dziewczynie, strasznie byłem zestresowany, ręce się trzęsły a ją strasznie bolało. Denerwowałem się przez całą sesję. Do tej pory czuję ekscytuje się na początku każdej sesji. Uczucie po pierwszym tatuażu było bardzo magiczne. Niestety tatuaż z  bliska wyglądał tragicznie… W sumie to mogło być dużo gorzej, ale lepiej też J Najpierw poczułem radość, że w końcu udało mi się zrobić mój pierwszy tatuaż. Niestety następnego dnia pojawił się „dół”, że wyszedł tak słabo.  Ale ma swoją historie przynajmniej.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

To jest styl życia i praca jednocześnie. Chciałbym nie brać za to kasy, i tworzyć tatuaże tylko dla własnego rozwoju. Ale nie da się tak. Tatuaż to jest to co łączy ludzkość ze wszystkimi jej aspektami. Tatuator powinien być przede wszystkim tatuatorem, oraz artystą, muzykiem, psychologiem, czarodziejem, biznesmenem, marketologiem, fotografem, designerem, podróżnikiem itp. Wstępnie tatuatorów można podzielić na ideologicznych i komercyjnych. Ale to jak dzień i noc – jedno bez drugiego nie może istnieć. Dla mnie najważniejsze jest zrobić dobry tatuaż.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Oczy bolą, plecy bolą, brak czasu przez długie sesji. Strasznie dużo dołujących aspektów też. Brak wolnej chwili na spotkania z bliskimi ludźmi. Ale bez tego wszystkiego nie da się nauczyć sztuki tatuażu. Lubię tatuatorstwo ze wszystkimi dobrymi i złymi stronami.

Jak funkcjonuje Wasz kolektyw?

Przez to że studio jest otwarte od niedawna, to teraz wszyscy są głównie skupieni na pracy. Przyjaźnimy się i każdy robi swoje. Cieszę się, że otrzymałem szanse dołączyć do tego kolektywu. Jeszcze dużo jest do ogarnięcia, ale mamy teraz okres przejściowy.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Pierwszą moją maszynką była rotarka od Stasa Aksenova. Bardzo świetna. Tatuowałem na jego maszynkach przez 3 lata. On do tej pory robi te maszyny, i są bardzo dobre. Nie mam historii z maszynką samodzielną niestety (albo na szczęście) ale brałem taką żeby na sztucznej skórze spróbować.

Cewka czy rotarka?

Szacunek mam do cewek, to jest klasyka i na zawsze tym zostanie, ale to już kwestia subiektywna. Pracuję rotarkami, ale kilka razy próbowałem cewki. Zrobić dobry tatuaż można wszystkim, wybór maszynki to tylko komfort pracy.

Czym teraz dziarasz?

Na razie mam Equaliser Proton MX. Fajnie się pracuje, ale drugi raz nie kupię. Chciałbym spróbować coś innego.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania? 

Zaczynałem od realizmu. Częściej czarno biały, ale czasami lubię zrobić kolory. Bardziej podjarałem się surrealizmem  już w Polsce. Chcę być nie „kolejnym tatuatorem” a swoimi pracami i swoim stylem mieć imię. Jeszcze jestem w poszukiwaniach. Każda praca dla mnie to coś nowego. Każdy projekt próbuję przygotować wyjątkowo. Jaram się też neo-tradycyjnym tatuażem. Chcę połączyć mroczny realizm z neo-tradem, i wypracować coś swojego. Jeszcze dużo pracy przede mną. Najlepiej się czuję w graywashach. Z motywów to zawsze chętnie robię czaszki, i ogólnie mroczne rzeczy.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

To zależy. Staram się zrobić dla każdego co jest w moich siłach. Nie jest to łatwe i nie jest to przyjemne. Staram się nawet w naprawdę skomplikowanych sytuacjach zrobić tak żeby osoba miała fajny tatuaż w końcu i z czasem. Ale jeżeli ktoś odrzuca moje propozycji no to raczej nie ma współpracy

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Robię w większości przypadków tylko swoje własne projekty. No ale wyjątki są zawsze. Inspiruję się obecnie na: A. Mucha, Z. Beksiński, D. Zawadzki. Z tatuatorów: Robert Hernandez, Josh Duffy, Samochin. Ogólnie lista jest bardzo długa.

Są motywy, których masz dość lub, których nie robisz?

To też raczej tradycyjnie. Przez dużą ilość wilków z lasem, zegarów, kompasów i ogólnie takich trochę oklepanych motywów to się znudziło. Zwłaszcza wtedy kiedy jest naprawdę dużo fajnych innych pomysłów. Ale i te oklepane motywy próbuję zrobić jakoś ciekawie i wyjątkowo tak żeby klient był zadowolony.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Projekty na tatuaż to tylko programy graficzne. Nie mam czasu rysować każdemu ręcznie, bo sesji mam średnio po 6-8 godzin. Jeżeli mam czas to maluję\rysuję tylko dla siebie. I na to też często nie mam sił, albo czasu.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Złożyć fajną kompozycje i coś pozmieniać w programach graficznych też trzeba umieć. Ale to jest sztuka razem z wykonanym tatuażem. W Photoshopie można zrobić cokolwiek, ale przenieść na skórę jest już nieco skomplikowane. Projekt to jest po prostu szkic przed tatuażem. W dzisiejszych czasach każdy ma wybór na to jak robić ten szkic. Ktoś robi ręcznie, ktoś rysuje całkiem od zera na Ipadzie, ktoś skleja zdjęcia a robi już całkiem po swojemu na skórze. Kto co lubi. Sztuka tatuowania nie ma granic.

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłeś?

Pierwszy tatuaż to był motyl z kresek. Już przypominałem to wcześniej, że robiłem to swojej byłej. Nie wiem czy jest do końca zadowolona, ale zakrywać nie chce bo tam boli.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Nie ma takiego. Mam ulubione jakieś prace, ale to się zmienia z czasem. Ze wszystkich jestem dumny bo je zrobiłem. Jestem też bardzo samokrytyczny i zawsze jestem niezadowolony J Ale bardzo się cieszę kiedy klient się cieszy.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłeś? Choć czy w sztuce może być coś dziwnego?

Jeden z dziwnych to był projekt na którym miał być jakiś bardzo znany gość z siłowni, który już nie żyje (i chyba przez to jest sławny) z niebieskim dymem. Nietypowo, ale sam tatuaż i tak ciekawie było zrobić. Niestety nie zostało zdjęcia.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Ludzie mdleli, płakali, krzyczeli, byli najebani. Było też bez prądu. Dużo jest takich historii, własnych i od innych tatuotorów, nawet od klientów. Nie mam jednej wyjątkowej historii. Wszystkie są na swój sposób dziwne. W dobrym sensie oczywiście. To też bardzo lubię w tatuowaniu.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

W klientach nie lubię kiedy uważają, ze wiedzą lepiej niż tatuator. Albo kiedy nie są przygotowani mentalnie na tatuaż, nie są w temacie, i nie chcą akceptować żadnych porad z mojej strony. Nie lubię też kiedy parter osoby tatuowanej decyduje za niego, albo jeszcze gorzej kiedy tacy partnerzy zaczynają uczyć mnie, i nie są w temacie. Współpraca z tatuatorem polega na zaufaniu. Jeżeli nie ma zaufania – to znajdzie to odzwierciedlenie w tatuażu. 

„Janusze tatuażu” to?

Wszystko zależy od podejścia. Dla mnie Janusze tatuażu to te osoby które nie mają historii, swojej własnej drogi w świecie tatuatorskim. To ci którzy nie mając historii – już uważają że ich prace są mega. Nie chcą się rozwijać bo „a i tak spoko”. Nie mogę powiedzieć, ze ich nie powinno być. Tatuaż sam w sobie jest też magiczny. Nie wiem kto pierwszy to wymyślił, ale usłyszałem to od ziomka który teraz tatuuje we Wrocławiu, że „każdy ma taki tatuaż, na który zasłużył”. Uważam że to też działa w bardzo karmiczny sposób. Wszystko ma prawo na istnienie – i dzięki temu się uczymy, i się rozwijamy. Nie wierzę w talent. Człowiek potrafi wszystko, jeżeli będzie tego chcieć

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Ciekawy temat. Znowu. Każdy ma prawo robić tak jak uważa. Uważam, że można obrabiać zdjęcia tak aby to w social mediach wyglądało naprawdę pięknie. Ale bez przesady, przede wszystkim tatuaż powinien wyglądać dobrze na żywo, po zagojeniu, i z czasem. W Photoshopie można tylko podkorektować zaczerwienienia i dodać trochę kontrastu żeby wyglądało właśnie bardziej tak jak na żywo. Wydaje mi się, że na żywo moje tatuaże wyglądają lepiej.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

To jest bardzo duża lista osób. Są to wszystkie osoby, które w życiu spotkałem. Każdy czegoś mnie nauczył. Najmocniej jednak (nie licząc rodziny, bo rodzina to zawsze) to przede wszystkim mój pierwszy tatuator Valerij Fedij. On wprowadził mnie w ten świat, no i cały kolektyw Black Label Tattoo studio, w którym pracowałem przez 3 lata. I to wszystko co przeżywam – mam w swoich tatuażach, w swoich projektach. Każde miejsce pracy daje bogaty bagaż wiedzy i doświadczenia, który w końcu realizuję w swoich pracach.