Tarnowskie Góry: Joanna „Pantera” Kańka z Silesia Tattoo 3 tygodnie ago

Pracuję głównie w stylu graficznym, rysunkowym. Lubię dopracowane linie i dotworkowe tekstury. Większość projektów bazuje na czerni, choć zabawa kolorem to dla mnie miła odmiana. Prawie w 100% wykonuję własne projekty i to mnie najbardziej nakręca – możliwość stworzenia czegoś całkiem nowego, unikatowego i spersonalizowanego. Nawet, gdy jakiś temat jest obecny w tatuażu od wielu lat, zawsze zastanawiam się jakby to zrobić trochę inaczej. Lubię zaskakiwać klientów oraz konkretyzować niekiedy bardzo mgliste wizje, nawet, gdy czasem przypomina to wróżenie z fusów (śmiech)!

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

Z miłości do rysowania! Pomysł kiełkował w mojej głowie od bardzo dawna, jako nastolatka kupowałam wszystkie dostępne magazyny o tatuażu i wertowałam je od deski do deski. Później zaczęłam nieśmiało tworzyć własne projekty, ale jeszcze trochę czasu zajęło mi zbudowanie pewności siebie i wiary we własne możliwości by samodzielnie chwycić za maszynkę.

Jak długo dziarasz?

W studiu tatuuję od 3 i pół roku, wcześniej ćwiczyłam nieregularnie w domu.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Rysowanie i tatuowanie to moja praca i wielka pasja. W tej chwili nie wyobrażam sobie bym mogła robić zawodowo coś innego, czasem nawet myślę, że to powołanie (śmiech)! Uwielbiam poznawać historie moich klientów, interpretować ich pomysły i przenosić je na skórę. Jestem bardzo wdzięczna za ten kontakt z nimi i zaufanie, jakim mnie obdarzają. Ogromnie ważne jest dla mnie także to, że jako tatuator mogę być autentyczna, nie muszę ubierać żadnej maski do tego zawodu ani ograniczać swojej kreatywności – tak, to chyba styl życia.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

W tatuowanie i tworzenie autorskich, indywidualnych projektów wkładam dużo serca, zajmuje to w konsekwencji też sporo czasu i energii, których czasem niewiele już starcza na inne zajęcia czy nawet zadbanie o siebie. Mądre zarządzanie czasem i zachowanie równowagi to dla mnie największe wyzwania w tej chwili, myślę, że znają to wszyscy, dla których praca jest prawdziwą pasją.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

Pamiętam bardzo dobrze! Stres był ogromny, czułam tę odpowiedzialność! Moim modelem był mój chłopak, który na szczęście zachował stoicki spokój i bardzo mnie wspierał zarówno podczas tej pierwszej dziarki jak i w całym procesie uczenia się. Dzięki niemu mogłam opanować swoją naturę panikary. Pamiętam, że podczas tej pierwszej sesji wystawiałam jego cierpliwość na niezłą próbę, bo bardzo długo przymierzałam się do zrobienia każdej kreski. Bzyczałam maszynką nie dotykając skóry a on biedny czekał w napięciu na ukłucie…

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Na początku dostałam jakiegoś chińczyka, ale ten szajs nie odpalił ani razu – może i dobrze, bo nie wiem czy był coś warty. Potem kupiłam sobie cewkę Birdy z Workhouse.

Cewka czy rotarka?

Używam obydwu typów. W wielkim skrócie: do konturu, whipów i dotworku z reguły wybieram cewki. Do kolorów i cieni używam rotarki.

Czym teraz dziarasz?

Mój standardowy zestaw to dwie cewki FK Irons – dobrze się na nich pracuje, ale bywają humorzaste oraz Cheyenne Hawk Thunder.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania? 

Pracuje głównie w stylu graficznym, rysunkowym. Lubię dopracowane linie i dotworkowe tekstury. Większość projektów bazuje na czerni, choć zabawa kolorem to dla mnie miła odmiana.

Czy możesz powiedzieć o sobie, że masz własny styl dziarania?

Myślę, że tak, tak też twierdzą klienci, którzy do mnie trafiają. Cieszę się, bo mój styl powstał bardzo naturalnie, nie narzucałam sobie żadnych sztywnych zasad.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Prawie w 100% wykonuję własne projekty i to mnie najbardziej nakręca – możliwość stworzenia czegoś całkiem nowego, unikatowego i spersonalizowanego. Nawet, gdy jakiś temat jest obecny w tatuażu od wielu lat, zawsze zastanawiam się jakby to zrobić trochę inaczej. Lubię zaskakiwać klientów oraz konkretyzować niekiedy bardzo mgliste wizje, nawet, gdy czasem przypomina to wróżenie z fusów (śmiech)!

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Tak, aczkolwiek każdą sytuację oceniam indywidualnie. Moje projekty w większości są ażurowe, bazują na kontraście z niewytatuowaną skórą, nie wszystko da się przykryć w takim stylu.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Dzięki tabletowi komfort rysowania cyfrowego jest porównywalny do tego na papierze – to spełnienie moich marzeń z dzieciństwa! Tablet bardzo też ułatwia pracę tatuatora, każda zmiana w rysunku, naniesienie koloru, wizualizacja wzoru na ciele – wszystko stało się bajecznie proste. Nadal oczywiście kocham papier i ołówek.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

„If you celebrate it, it’s art, if you don’t, it isn’t” – John Cage. Sama długo bałam się świętego słowa „sztuka”, ale teraz uważam, że wszystko może nią być.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Jeśli nie przekracza to tej cienkiej granicy autentyczności to jest ok. Każdy chce pokazać swój produkt czy swoje dzieło w jak najlepszym świetle, tatuator także i jest to zrozumiałe. Zdjęcia wielokrotnie nie oddają efektu, który widzimy gołym okiem, gdy obróbka dąży do tego efektu to idealnie. Sama na zdjęciach świeżych tatuaży zmniejszam zaczerwienienie skóry i staram się by oświetlenie i kontrast na wszystkich zdjęciach było zbliżone a stylistyka w miarę spójna. Jak tylko mam okazję, wrzucam również surowe zdjęcia wygojonych tatuaży bez żadnych filtrów – najczęściej na insta story.

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłaś?

To był prosty śląski symbol: pyrlik i żelazko na nodze mojego chłopaka. Nadal go ma i bardzo lubi.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

Nie mam jednego ulubionego tatuażu, zawsze się przykładam i staram się jak najlepiej wykonać swoją pracę, nawet, gdy to coś bardzo prostego i malutkiego.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Lubię dziwne rzeczy i szalone pomysły raczej mnie cieszą, więc większe zdziwienie we mnie budzą bardzo sztampowe i oklepane pomysły.

Czy są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Nie robię wzorów obraźliwych i nienadających się do zrobienia w moim stylu. Mam trochę dość kompasów, to dlatego, że ubiegłe lato było jakimś wysypem podróżników (śmiech).

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Na samym początku pracy w studiu, jeden niedoszły klient uciekł ze studia z odbitą kalką na ramieniu zanim zaczęłam go tatuować. Bardzo to było dziwne, bo nie zgłaszał żadnych wątpliwości a ja absolutnie nigdy nie miałam zamiaru nikogo do niczego zmuszać. To miał być zresztą napis, który sam wybrał. Cenię sobie szczerość i otwartość.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Nie mogę tu za bardzo narzekać, bo mam szczęście do wspaniałych i wdzięcznych klientów. Najbardziej irytuje mnie, gdy ktoś wysyła mi wiadomość, która jest jednym słowem, np. „Hej”, licząc, że jestem dostępna jak na czacie 24 godziny na dobę lub gdy na studio wysyła wiadomość w niedzielę i irytuje się, że nikt mu nie odpisuje… Nie jesteśmy robotami, też musimy odpocząć.

„Janusze tatuażu” to?

Janusz to piękne imię (śmiech)! Początki mogą być trudne i trzeba tu wyrozumiałości a talent to tylko mały procent sukcesu.  Najważniejsze jest zadowolenie klienta, więc dopóki komuś to się podoba i zachowane są zasady higieny i bezpieczeństwa to nie wzbudza to moich skrajnych emocji. Klient raczej widzi, do kogo idzie a brak porządnego portfolio powinno budzić jego wątpliwości.  Ja to tłumaczę taki przykładem: sama nie znoszę disco-polo i nie rozumiem jak może się to komuś podobać, jednak się podoba i to sporej rzeszy ludzi! Nudno by było, gdyby wszyscy mieli taki gust jak ja.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Na pewno wielu miało na to wpływ – świadomie lub podświadomie – nie żyję przecież w izolacji, wręcz przeciwnie, bardzo lubię karmić swoje oczy pięknem! Rysuję, od kiedy pamiętam i zawsze miałam jakąś aktualną zajawkę, zaczynając od mangi i anime za dzieciaka (Neon Evangelion Genesis, Cowboy Bebop, Ghost in the Shell – to nadal świetne tytuły), polskiego komiksu, jako nastolatka (bardzo lubiłam lekkość rysunku Michała Śledzińskiego), grafik Dürera, pięknej secesyjnej kreski Alfonsa Muchy, wszelakiego surrealizmu (np. Mark Ryden) itd.

Zdjęcie Pantery wykonała Magdalena Tarach.