Tychy: Aleksandra „Cioteczka” Wierucka z Tattoo Inn 4 miesiące ago

Chyba najbardziej lubię projekty wykonywane metodą szkicową, czarne, no i wszelkiego rodzaju wzory geometryczne, delikatne mandale, lotosy itp. Od początku słyszałam od bardziej doświadczonych, że trzeba wypracować własny styl, ale nie widzę celu w ograniczaniu się. Jestem wykształconym plastykiem. Podążam więc za wytycznymi klienta wykorzystując swój talent i umiejętności. Nie można tego chyba nazwać moim własnym stylem, choć niektórzy mówią, że rozpoznają moje prace. Mam bazę własnych autorskich projektów do zaproponowania klientom, którzy nie są zdecydowani, w jakim kierunku pójść lub też szukają inspiracji. Zawsze przygotowuję projekty sama, nigdy nie powielam cudzych tatuaży. Korzystam też z pomysłów znalezionych w Internecie. Często klienci sami takie wybierają, ale są one dla mnie głównie inspiracją, na bazie której robię nowe wzory.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

Chyba od dobrych nastu lat chciałam robić tatuaże, ale nie wiedziałam jak się za to zabrać, gdzie się tego nauczyć, i tak odstawiałam decyzję na plan dalszy… Przez dłuższy czas byłam nauczycielką plastyki, potem rysowałam komiksy i filmy animowane, a kiedy kończył się ostatni serial w bielskim SFR postanowiłam wreszcie zadziałać i zacząć robić to, o czym marzyłam… No i dzieci trochę mnie dopingowały (śmiech).

Jak długo dziarasz?

Mijają cztery lata odkąd zaczęłam, ale dopiero od roku pracuję we własnym studiu.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Tak naprawdę, to bardzo ciężko odpowiedzieć na to pytanie… Żyję tym i jest to moje główne zajęcie, ale uwielbiam to, co robię, więc chyba najbardziej przyjemność.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Jeśli chodzi o samo zajęcie, wad nie widzę. Co do czynników zewnętrznych – może ceny akcesoriów? Aha, no i może, kiedy klient upiera się przy swoim nieciekawym pomyśle…

Jesteś właścicielką studia. Ciężko jest prowadzić własny biznes?

Mam swoje studyjko od października i póki, co nie widzę większych problemów… Miałam szczęście, bo dość szybko udało mi się znaleźć odpowiedni lokal w niezłym miejscu, formalności zajęły dosłownie parę dni i reszta sama się potoczyła. Wszystkim, którzy się wahają – naprawdę polecam.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

Pierwszy tatuaż był robiony pod okiem szefa szkolenia, jakie odbyłam w akademii Paredo w Krakowie, więc mogłam liczyć na pomoc i cenne uwagi. Nie czułam i do dziś nie czuję stresu, może dlatego, że od zawsze rysuję… Bardziej odczuwałam ciekawość, jak wyjdzie.

Cewka czy rotarka?

Najlepiej mieć obie, do konturu i do cieniowania/kolorowania.

Czym teraz dziarasz?

Używam Cheyenne Hawk Thunder i Cheyenne Hawk Spirit. Maszynki są lekkie, a to dla mnie najważniejsze, żeby mieć swobodę ruchów.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Chyba najbardziej lubię projekty wykonywane metodą szkicową, czarne, no i wszelkiego rodzaju wzory geometryczne, delikatne mandale, lotosy itp.

Czy możesz powiedzieć o sobie, że masz własny styl dziarania?

Od początku słyszałam od bardziej doświadczonych, że trzeba wypracować własny styl, ale nie widzę celu w ograniczaniu się. Jestem wykształconym plastykiem. Podążam więc za wytycznymi klienta wykorzystując swój talent i umiejętności. Nie można tego chyba nazwać moim własnym stylem, choć niektórzy mówią, że rozpoznają moje prace.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Tak, mam bazę własnych autorskich projektów do zaproponowania klientom, którzy nie są zdecydowani, w jakim kierunku pójść lub też szukają inspiracji. Zawsze przygotowuję projekty sama, nigdy nie powielam cudzych tatuaży. Korzystam też z pomysłów znalezionych w Internecie. Często klienci sami takie wybierają, ale są one dla mnie głównie inspiracją, na bazie której robię nowe wzory.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Oczywiście, i to z ogromnym powodzeniem. Czasem nie ma dnia w tygodniu bez coveru i nie ma lepszego pomysłu na bliznę niż tatuaż. Nowi właściciele takich tatuaży zawsze wychodzą ode mnie zachwyceni.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Pracuję na komputerze przy pomocy tabletu i Photoshopa, to bardzo ułatwia i przyspiesza pracę. Korzystanie z tych narzędzi nie jest dla mnie nowością po latach pracy przy filmach animowanych, komiksach i innych zleceniach graficznych.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Często więcej wysiłku i czasu kosztuje mnie złożenie wzoru niż sam tatuaż.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Zależy, co uznać za „podrasowanie”. Wiadomo, że na zdjęciu wykonanym zaraz po pracy skóra jest czasem mocno przekrwiona i ciężko pokazać, co się tak naprawdę zrobiło. Moim zdaniem dobrze jest tę „czerwień” złagodzić…Przecież po wygojeniu też jej nie będzie.

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłaś?

Pierwszy tatuaż, jak już wspomniałam, był robiony w studiu, w którym ukończyłam kurs, pod okiem instruktora. Był to koronkowy kwiat lotosu. Wszystkim od właścicielki począwszy się podobał… Oczywiście patrząc na to z perspektywy czasu, teraz zrobiłabym to szybciej i lepiej… ale chyba każdy tak ma. Tatuaż robiony był maszynką cewkową.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

Hmmm, ciężko powiedzieć, bo jak już jestem z czegoś dumna, to za chwilę pojawia się następny, lepszy… Chyba dużym ładunkiem emocjonalnym obarczony był tatuaż-portret niedawno zmarłego syna na ręce starszej klientki.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Chyba nie mogę znaleźć w pamięci niczego, co można by nazwać szczególnie dziwnym… No chyba, że zlecenie brzmi: chcę tatuaż na przedramieniu, w którym będzie cmentarz, drzewo, nietoperze, sowa i kościotrup palący trawkę (śmiech).

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Chyba każdy ma dość kolejnego znaku nieskończoności i wilków… nie zabieram się również za duże projekty kolorystyczne, wolę wzory z dużą ilością szczegółów, niż wielkich przestrzeni koloru.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Płacząca przez trzy godziny tatuażu klientka, która stwierdziła, że nigdy więcej nie zrobi tatuażu z powodu bólu, a z połową tatuażu nie wyjdzie…

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Najbardziej irytuje mnie niezdecydowanie i ciągłe zmiany w projekcie, kiedy wydaje się, że już wszystko zapięte na ostatni guzik.

„Janusze tatuażu” to?

Uważam, że ktoś, kto nie potrafi rysować nie powinien w ogóle myśleć o tatuowaniu… Tego nie da się po prostu wymazać. I za każdym razem, kiedy trzeba zrobić cover ręce się załamują na widok tego, co trzeba poprawić.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Wiadomo, że prace niektórych artystów/tatuatorów podobają się bardziej lub mniej, ale czy miało to na mnie wpływ? Chyba nie… Wcześniej rysowałam na kartce czy tablecie, teraz po prostu rysuję igłą. Tak jak lubię i potrafię.