Warszawa: Krzysztof Krajewski Nice and Easy Tattoo 3 tygodnie ago

Od lat pracuję w stylu geometryczno-ornamentalnym. Są to w większości prace na dużych powierzchniach, gdzie niezwykle ważna jest kompozycja, która jest chyba moją najmocniejszą stroną. Przydaje się też precyzja wykonania. Staram się, żeby moje projekty nie były sztampowe, a każdy rękaw czy klata zaprojektowany był inaczej, z zachowaniem harmonii, ale bez nudy.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Tatuowanie zacząłem od dwuletniego kursu rysunku (śmiech). Jednak zanim sam zacząłem, przez dłuższy czas mocno interesowałem się tatuażem i ozdabiałem się u innych. Miałem swoje pomysły na wzory, które chciałem realizować nie tylko na swoim ciele. Miałem też znajomych, którzy tatuowali. Chciałem zmienić swoją pracę technika dentystycznego na to wspaniałe, kreatywne zajęcie, pozwalające na bardziej swobodną pracę… i jeżdżenie po świecie.

Jak długo dziarasz?

Zacząłem po trzydziestce, a więc tatuuję od około 7 lat.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Pierwszy tatuaż zrobiłem pod okiem mojego serdecznego przyjaciela, który nauczył mnie zasad higieny i tego jak korzystać ze sprzętu. Dreszczyk niepewności towarzyszył mi przez dłuższy czas, bo na początku tatuowałem sporadycznie, czasem raz na kilka tygodni. Dopiero po półtora roku zacząłem robić to bardziej regularnie, wtedy trafiłem do warszawskiego Blackstara i dalej poszło już gładko.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Zdecydowanie jest to styl życia. Urlopy łączę z guest spotami, inspiracje znajduję najczęściej w rzeczach niezwiązanych z tatuażem. Dużo znajomości z branży przeniknęło do życia prywatnego.
A teraz, kiedy prowadzę swoje studio tym mocniej czuję, że obie sfery są połączone.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Szczerze. Nie widzę szczególnych wad. Oczywiście plecy i nadgarstki dostają w kość, ale umówmy się, nie jest to praca w kopalni. Mogę za to wymienić sporo zalet tego zajęcia.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Zaczynałem na cewkach od FK Irons i zasilaczu Eikona, a więc porządnym sprzęcie. Oczywiście zanim nauczyłem się porządnie ustawiać cewki minęło sporo czasu. Pamiętam, że jeden z pierwszych tatuaży zrobiłem nie zakładając recepturki na igłę. Był to mój pierwszy wzór na żebrach. Wiedziałem, że to trudne miejsce, napociłem się niemiłosiernie, a o braku gumki…. zorientowałem się, kiedy rozbierałem maszynę.

Cewka czy rotarka?

Gdyby pozwalały mi na to nadgarstki, to więcej pracowałbym cewkami. Lubię ten dźwięk i duszę, jaką mają. Tatuuję jednak rotarkami.

Czym teraz dziarasz?

Kontury robię Sidewinderem od Dana Kubina. Jest to hybryda, która łączy dużą moc i regularność pracy ze wszystkimi zaletami cewki. Do pozostałych zadań używam Scorpiona od Inkmachines. Jest to jedyny pen, co, do którego jestem spokojny w kwestii zakażeń krzyżowych. Swoją drogą ciekawa i bardzo przemyślana konstrukcja.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Od lat pracuję w stylu geometryczno-ornamentalnym. Są to w większości prace na dużych powierzchniach, gdzie niezwykle ważna jest kompozycja, która jest chyba moją najmocniejszą stroną. Przydaje się też precyzja wykonania (śmiech). Staram się, żeby moje projekty nie były sztampowe, a każdy rękaw czy klata zaprojektowany był inaczej, z zachowaniem harmonii, ale bez nudy.

Jak zrobić idealną linię?

Jest sporo zmiennych i kilka sposobów. Niezmiennie ważne jest porządne naciągnięcie skóry i stabilne podparcie ręki. Do grubszego konturu preferuję mocną maszynę i średnio szybką pracę „z powietrza”. W przypadku delikatnych miejsc, gdzie łatwo o rozlanie, wolę „budować” kontur cieńszą igłą, muskając skórę raz obok razu krótkimi pociągnięciami.

W przypadku tatuażu geometrycznego nie możesz sobie pozwolić na wpadkę, bo od razu będzie widać. Czy to wymaga idealnego skupienia? Ciszy? Klient nie może drgnąć? Zdradź swoją tajemnice…

Tatuowanie to w ogóle dość precyzyjne zajęcie, nieważne czy chodzi o równe wbicie koloru w old schoolu, dokładne odwzorowanie realizmu czy równo wykonana geometria. Przy dużym nagromadzeniu ornamentów drobne różnice między pojedynczymi elementami nie są widoczne, ale krzywo wykonana bryła czy jajowata mandala znajdująca się w kluczowym dla kompozycji miejscu od razu przyciągnie wzrok. Dlatego ważne jest świadome projektowanie, tak żeby anatomiczne krzywizny i strefy gdzie skóra się rozciąga nie zniekształcały ważnych elementów, albo zniekształcały je w sposób, w jaki chcemy.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sprawa…

Ornamenty świetnie wyglądają w zestawieniu z dużą ilością czerni, więc jeśli klient daje mi wolną rękę to żaden cover nie jest mi straszny. Lubię też efekt, jaki daje geometria przy blast overach, szczególnie na kolorowych tatuażach. Robiłem też sporo tatuaży na bliznach, ornamenty potrafią nieźle zamaskować różne ich rodzaje.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Dostaję dużą dozę swobody od klientów, więc z reguły realizuję swoje pomysły przy okazji projektowania dla nich, ale owszem, od czasu do czasu robię jakiś wolny projekt.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Tablet graficzny to dla mnie ogromna oszczędność czasu. Korzystam z programów stworzonych w celu rysowania geometrii. Nie oznacza to jednak, że sklejam gotowe ilustracje, rysunek na tablecie to również rysunek wykonany odręcznie.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Zazwyczaj projektuję pełny wzór w programie graficznym, tak, aby klient widział jak ma wyglądać gotowy tatuaż- jest to kreatywna część pracy. Potem następuje część rzemieślnicza-rozrysowuję kompozycję flamastrem na skórze, a potem dopasowuję wielkość poszczególnych elementów tak, żeby ich proporcje odpowiadały projektowi, drukuję kalki, odbijam je i wykonuję tatuaż. Oba etapy wymagają wiedzy i umiejętności, oba są równie ważne, aby powstał tatuaż.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Dumny jestem z tego, że ciągle idę do przodu, znajduję nowe rozwiązania i robię to coraz lepiej. To jest proces i trudno tu mówić o przełomowym tatuażu, choć na pewno są takie, na których więcej się nauczyłem, jak pierwszy geometryczny rękaw, pierwsza nogawka, pierwsze plecy, ostatnio pierwsza pełna głowa. Teraz też pracuję nad sporym wyzwaniem, którym jest około trzydziestosesyjna praca dla Marcina.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Zawsze mnie śmieszy, kiedy klienci zasypiają na leżance i  np. zaczynają głośno chrapać. Mam na komórce kilka kompromitujących tego typu nagrań (śmiech).

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Oczywiście, że są różne abstrakcyjne sytuacje. Jasne określenie warunków współpracy i asertywność, ale też zrozumienie klienta i prawidłowa komunikacja pomagają uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.

„Janusze tatuażu” to?

Nie mam gotowej definicji, i chyba nie chce mi się nad tym tematem zastanawiać. Łatwo jest kogoś ocenić nie znając jego historii. Nie wszystkie tatuaże na świecie są piękne, a za to, co na sobie nosimy odpowiadamy też my sami dokonując wyboru tatuatora.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Ciężko uniknąć obróbki zdjęć. Ja też przerabiam swoje zdjęcia na czarno białe, żeby nie było widoczne zaczerwienienie skóry, staram się, żeby fotki były ładne, ale nie naginam rzeczywistości, nie prostuję sztucznie konturów, bo to by było oszustwo.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Och z pewnością, wiele dziedzin sztuki miało na mnie wpływ. Nigdy nie fascynowałem się sportem, technologią czy kulinariami, tak jak tym, co widywałem w galeriach, albumach czy na ekranie. Jeśli jednak chodzi o moją drogę do geometrii i dotworku, to jest jeden gość, którego prace zrobiły na mnie wrażenie, jako pierwsze-Xed Le Head.