Warszawa: Michał Borysz aka Bogdan Zbowidowiec z Theatrum Symbolica Tattoo Studio 3 miesiące ago

Zawsze lubiłem realizm. Pracując nad swoim stylem dążyłem do syntezy formy. Właśnie tej realistycznej. Uwielbiam zestawienia realistycznych elementów z formami kubistycznymi czy geometrycznymi. W większości prac staram się wykorzystywać walor bryły nie skupiając się na detalach. Kontrast i dyscyplina w budowaniu plamy jest dla mnie rzeczą nad wyraz istotną. Nie robię prac kolorowych, chyba nie jestem w stanie do końca wyrazić się plamą barwną. Kolor stosuje sporadycznie, oszczędnie i bardziej na życzenie klienta.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

W trakcie, a raczej pod koniec liceum plastycznego, które kończyłem, szukałem odpowiedniego medium, aby móc wyrażać się w trochę inny sposób niż malarstwo czy rzeźba. Tatuaż był ze mną od wczesnych lat dzieciństwa. Dobrze pamiętam okres, w którym moi rodzice zapraszali przyjaciół, którzy prowadzili wtedy pierwsze studia tatuażu w moim rodzinnym mieście. Bardzo mocno zaszły mi w pamięć kserowane, niemieckie katalogi z wzorami zbierane przez mojego tatę. Zawsze miałem do nich swobodny dostęp. Zanim jednak zacząłem tatuować od tego czasu minęło parę ładnych lat. Przy jakimś mało spodziewanym zastrzyku gotówki (sprzedałem wtedy znaleziony na ulicy, przyklejony do buta złoty łańcuszek) kupiłem sobie moje pierwsze dwie chińskie cewki. Wtedy się wszystko zaczęło (śmiech).

Jak długo dziarasz?

 Biorąc pod uwagę mocno archaiczny okres liceum i dwa lata tatuowania w domu, Powiedziałby, regularnego to będzie z 7 lat. Najpierw zrobiłem sobie pierwszy tatuaż w studiu, które prowadził kolega mojego taty. Miałem wtedy 18 lat, a rok później zacząłem samemu.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Tak, oczywiście. Pamiętam każdy tatuaż, zdecydowanie mniej niż ludzi którzy je noszą (śmiech) Pierwszą dziarę zrobiłem sobie sam. Nie było stresu, była ekscytacja przed czymś nowym. Wiedziałem, że to nie przelewki, to nie był już papier czy płótno, trzeba było podejść do sprawy rzetelnie. Nie powiedziałbym, że ćwiczyłem technikę tatuażu, zacząłem od małych wzorów dawkując stopień trudności na miarę możliwości, których wtedy nie miałem. Uważam, że to było na ten czas najbardziej rozsądne podejście.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

 Tatuaż pochłoną moją codzienność w znacznym stopniu. Uważam, że odnalazłem balans pomiędzy stylem życia, a sposobem na zarabianie. Sprawia mi wielką radość, gdy w wyniku współpracy z moimi klientami widzę szczere uśmiechy na ich twarzach, szczere zadowolenie z tego, co mają i będą nosić do ostatnich swoich dni. Zwieńczeniem tego procesu jest zapłata. Ta koncepcja sprawdza się w każdym zawodzie nie tylko tatuażysty.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

 Zdecydowanie choroby zawodowe. Każdy ból spowodowany długotrwałą pracą przekłada się, na jakość produktu, który oferujemy. Z tym zmagam się ja i większość moich znajomych z branży.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

 Moimi pierwszymi maszynkami były chińskie cewki. W teorii jedna do konturu druga do cieni czy jakoś tam. Nigdy nie potrafiłem ich dobrze ustawić i sporo się nad nimi umordowałem zanim doszedłem do swobodnej pracy. Zaraz po nich były kolejne dwa Spauldingi.

Cewka czy rotarka?

Pracowałem stosunkowo krótko na cewkach, aby móc stwierdzić czy są gorsze czy lepsze od rotarek. Cenie sobie tradycyjny gruby kontur. Wiem też, że cewka w tej kwestii jest bardziej ceniona od niejednej maszyny z silnikiem. Jednak pracuje na kartridżach i nie lubię mieć pola bitwy na stanowisku. Pięć maszyn każda, pod co innego…oszalałbym. Od dawna pracuje jedną maszynką, którą ustawiam pod swój styl pracy.

Czym teraz dziarasz?

Od kilku lat pracuje penem od Cheyenne. Przywykłem do tej konstrukcji. Ergonomia tej maszyny ułatwia mi prace przy długich sesjach. Daje też moim zdaniem większy zakres ruchu.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Zawsze lubiłem realizm. Pracując nad swoim stylem dążyłem do syntezy formy. Właśnie tej realistycznej. Uwielbiam zestawienia realistycznych elementów z formami kubistycznymi czy geometrycznymi. W większości prac staram się wykorzystywać walor bryły nie skupiając się na detalach. Kontrast i dyscyplina w budowaniu plamy jest dla mnie rzeczą nad wyraz istotną. Nie robię prac kolorowych, chyba nie jestem w stanie do końca wyrazić się plamą barwną. Kolor stosuje sporadycznie, oszczędnie i bardziej na życzenie klienta.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Oczywiście, nie jest to dla mnie problem, a raczej wyzwanie. Wymaga ono nieco innego podejścia niż tatuaż na czystej skórze. Podejmuje się tylko takich coverów, które są na miarę moich możliwości. Nigdy nie biorę wszystkiego jak leci.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

 Jak najbardziej robię swoje projekty autorskie. Inspiracje płyną z różnych źródeł. Sporo jeżdżę w góry, tam odpoczywam i łapie perspektywy. Przywożę za każdym razem sporo zdjęć natury, które służą mi, jako materiały poglądowe.

Są motywy, których masz dość lub, których nie robisz?

 Jest wiele motywów, które wywołują u mnie mdłości. Lubię jednak ugryźć nawet najbardziej oklepany temat w taki sposób, aby przestał sprawiać wrażenie oklepanego. To naprawdę fajna zabawa, dobra nauka i na pewno super zaskoczenie dla klienta.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

 Na co dzień pracuje na tablecie graficznym. Usprawnia mi on cały proces projektowania wzoru, jak i ewentualne zmiany według uwag klienta. Zapisane w chmurze projekty gorzej zgubić, niż stertę kartek i segregatorów.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

 Można sklejać z wyjątkowym wyczuciem estetycznym, lecz to zwykłe opanowanie obsługi programu. Praca w programach na tabletach itp. itd. to mały odsetek tego, co tak naprawdę nazywamy tatuażem.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

 Jest trochę prac w moim portfolio, z których jestem bardzo zadowolony. Nie jest to zadowolenie z samego efektu wizualnego, lecz z całej współpracy z klientem, której rezultatem jest kozacka dziara.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłeś? Choć czy w sztuce może być coś dziwnego?

 Nie pamiętam wszystkich, lecz jednym z nich był portret Krzysztofa Cugowskiego w koronie. Jak ze zdjęcia Notorious Big (śmiech)…była jeszcze cebula miedzy cyckami, której szczypior wychodzi w kierunku szyi (śmiech).

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

 Brak prądu to nic nadzwyczajnego, tak samo jak omdlenia. Chyba wyjście dziewczyny z odbitą kalką ze studia pod pretekstem wyjścia do toalety (śmiech) to był mroczne okres mojego tatuowania.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Stawiam sprawę jasno, przedstawiam moją specyfikę pracy od razu przy wstępnej konsultacji i to zazwyczaj weryfikuje, i wyklucza wszystkie niechciane zachowania. Staram się uwiadomić klienta, że płaci za profesjonalne podejście, a nie za możliwość swobodnego kontrolowania mojej pracy.

„Janusze tatuażu” to?

,,Janki’’ to Ci ludzie, nie zależnie od wykonywanego zawodu, którzy w niedostatecznym stopniu poświecili się swojej pracy robiąc to w swoim mniemaniu na poziomie. Na to określenie zbiera się kilka czynników, nie tylko brak talentu. Tatuowanie może kuleć z innego powodu niż finalny efekt wizualny.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Sami sobie strzelamy w kolano. Nie każdy operuje światłem na tyle, aby uzyskać dobre zdjęcie tatuażu. Nie zawsze mamy warunki, aby zrobić dobrą fotę. Często też brak podstaw fotografii jest tym największym problemem. Tak czy siak dążymy do własnego stylu i naginamy naturę do własnych potrzeb.