Warszawa: Piotr Szyjka z Szyjka Tattoo 3 miesiące ago

Najlepiej czuję się w pracach cieniowanych, realistycznych, surrealistycznych i w żywych kolorach. Jestem otwarty na pomysły klientów i nie boję się miksować różnych stylów, a z największą przyjemnością robię duże projekty. Nie lubię robić cienkich, drobnych linii a tak to zazwyczaj nie robię rzeczy, których nie lubię.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Tatuażami jaram się od zawsze. Pierwszy raz zobaczyłem je u dziadka i pomyślałem, że chcę je mieć. Już za małolata sam zrobiłem pierwszą maszynkę do tatuowania z tego, co było pod ręką – m. in. ze struny od gitary i silnika od walkmana (mam ją do dziś) i ćwiczyłem sam na sobie, a potem jakoś to wszystko jeszcze bardziej mnie zafascynowało i zacząłem dziarać innych.

Jak długo dziarasz?

Swoją przygodę z dziaraniem zacząłem w wieku 16 lat, a tak na poważnie zajmuję się tym od 6 lat.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Pierwszy raz (nie na sobie) dziarałem na kumplu Banasiu, którego serdecznie pozdrawiam (śmiech). Robiłem mu wykonaną przez siebie maszynką, modnego w tamtych czasach tygrysa w stylu japońskim. Wspinał się po ramieniu i miał ok. 10 cm wielkości. Tak szczerze mówiąc nie pamiętam czy stresik był, ale chyba raczej nie. Luźna atmosfera na kanapie. Dodatkowo grube gumowe rękawiczki do zmywania, które podkradłem mamie. Tusz kreślarski „Perła” w plastikowej nakrętce. Oczywiście pełna dezynfekcja struny zapalniczką (śmiech).

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Dla mnie jest to styl życia. To jest moja pasja, nigdy nie traktuję tego, jako pracy. Podróże, dziaranie, poznawanie ciekawych i pozytywnie zakręconych ludzi – to jest coś, co kocham.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Zdecydowanie tylko ból pleców.

Jesteś właścicielem studia. Ciężko jest prowadzić własny biznes?

Ciężko jest tylko ogarnąć wszystkie podstawowe sprawy jak zamówienia, Facebooka, Instagrama i tym podobnych. Na szczęście mam od tego swoją managerkę, której zrzucam na głowę wszystko, co mogę a ja mogę skupić się na tatuażach i innych swoich projektach (śmiech).

Cewka czy rotarka?

Zdecydowanie rotarka – mocniejsza, szybsze bicie i lepsza, jakość pracy. Aczkolwiek, jeśli chodzi o fajny, gruby kontur to cewki są niezastąpione.

Czym teraz dziarasz?

Na obecną chwilę używam Bala Machines i Cheyene Pen – na obu maszynkach zajebiście mi się pracuje. Bali używam do lekkich, gładkich cieni i w mniejszych tatuażach a Cheyenne do większych prac.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Najlepiej czuję się w pracach cieniowanych, realistycznych, surrealistycznych i w żywych kolorach. Jestem otwarty na pomysły klientów i nie boję się miksować różnych stylów, a z największą przyjemnością robię duże projekty. Nie lubię robić cienkich, drobnych linii a tak to zazwyczaj nie robię rzeczy, których nie lubię.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Tak, podejmuję się i robię ich dosyć dużo. Wszystko zależy od projektu. Jeśli chodzi o blizny to zależy od blizny (śmiech). Blizna bliźnie nie równa, ale jeśli dobrze się ją wkomponuje w projekt to wszystko da się zatuszować.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Robię własne projekty, a inspirację czerpię z głowy, z otoczenia, ale też od klientów.

Są motywy, których masz dość lub, których nie robisz?

Nie robię delikatnych, damskich kompozycji, popularnych i oklepanych tematów, napisów, mandali. Staram się unikać motywów, których nie lubię robić i zazwyczaj robię swoje interpretacje pomysłu, z którym klient do mnie przyszedł, które często są całkiem inne od jego początkowego wyobrażenia tatuażu. Staram się, aby klienci mieli oryginalne a niekopiowane tatuaże i zawsze powtarzam, żeby to nas kopiowali a nie my ich.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Projekty robię na tablecie graficznym. Szybkość i wygoda w realistycę i surrealistycę przede wszystkim, ułatwienie pracy z klientem.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Składanie zdjęć w programie graficznym ułatwia pracę, sztuką zaś jest wymyślić coś oryginalnego i przełamać to swoim akcentem, stylem, kreską. A ładne, czyste i dobre techniczne przeniesienie tego to kawał dobrej roboty (śmiech).

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Mam dużo ulubionych tatuaży i z wielu jestem dumny, ale takim jednym, który jest dla mnie szczególnie istotny był ostatnio wykonany tatuaż na Mistyku z NOISE Tattoo Studio & Gallery. Był on w pewnym sensie punktem zwrotnym w moim podejściu do tatuażów i do sztuki. Embrion dziecka z głową małpy przełamany akcentami abstrakcji.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłeś? Choć czy w sztuce może być coś dziwnego?

Obecnie mało, co jest szokujące czy dziwne. A teraz dziwne i inne jest lepsze. Zdarzyło mi się, że ktoś chciał wytatuować sobie swastykę, tylko w odniesieniu do nazizmu a nie do symbolu szczęścia, więc odmówiłem. Odmówiłem też tatuaży w miejscach intymnych, oczywiście u mężczyzn.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Raz miałem klienta, który mi zemdlał. Jeden z klientów w studiu, w którym pracowałem zwymiotował, bo wrócił z baletu prosto na tatuaż. A co do płaczu to zazwyczaj każdy klient płacze pod koniec, z resztą ja też jestem cipa do tatuaży i mało, kiedy wytrzymuję.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Irytują mnie klienci, z którymi nie idzie się dogadać i chcą stricte kopię tatuażu lub klienci, którzy nie rozumieją, że niektóre motywy nie pasują do danego miejsca na ciele. Irytuje mnie też, kiedy klient jest zadowolony po skończonym tatuażu a na odchodne próbuje negocjować cenę. Nie lubię też, kiedy klient zapisuje się na jedną sesję a myśli, że zrobię mu pięć różnych tatuaży w różnych miejscach.

„Janusze tatuażu” to?

Dla mnie Janusze tatuażu to osoby, które zazwyczaj nie mają talentu, siedzą na kanapie i robią tatuaże po koleżeńsku za 200 złotych, które nie myślą o tatuażu, jako o sztuce, tylko żeby zrobić dla zarobku, dla zabawy, bo to modne. Każdy się kiedyś uczył. Nie może zapomnieć wół jak cielęciem był. Każdy z tatuażystów robił kiedyś jakieś buraki. Teraz czasy się zmieniły i osoba, która ma talent i wyczucie, i uważa to za sztukę ma możliwość dostania się pod skrzydła jakiegoś studia i rozwinięcia się. Problemem jest ludzka głupota, że ludzie potrafią wydać na buty około tysiaka, a oszczędzają na tatuażu, więc idą do kolegi z bloku i robią sobie dziary po kosztach a potem sami są Januszami tatuażu.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Ja tego nie toleruję i nie lubię. Denerwuje mnie to, że dużo osób tak robi i pracuje więcej na Photoshopie niż na skórze, więc klienci mają całkiem inne wyobrażenie o wyglądzie tatuażu po zrobieniu i zagojeniu. Dla mnie jest to zwykłe oszustwo. Rozumiem, dajmy na to, delikatne ściągnięcie zaczerwienienia ze skóry, ale nie wyciąganie białego, lepszych kontrastów czy jak widziałem kilka razy na różnych konwencjach robienie zdjęć tatuażu i używanie filtra upiększającego.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Odkąd pamiętam podobały mi się surrealistyczne prace Beksińskiego, później wjechał Banksy ze swoim streetartem, później bardziej zacząłem się interesować twórczością ROA i jeszcze bardziej streetartem. A na początku mojej drogi w tatuażu duży wpływ wywarły na mnie prace Majora Dvorniaka.

Jak czujesz się z myślą, że ktoś może podziwiać Cię, jako artystę?

Szczerze mówiąc ogólnie nie myślę o tym, że ktoś może mnie tak postrzegać. Pierwszy raz zacząłem o tym myśleć, jak usłyszałem to pytanie.