Wrocław: Andżelika Wiśniowska vel. Panna Wiśnia z Ink Blink Tattoo 2 miesiące ago

Wykonuję tatuaże w różnych stylach i na ten moment nie chce się ograniczać, tylko dalej zgłębiać możliwości. Jednak najbardziej ciągnie mnie do prac czarno-szarych, oraz połączeniu akwareli z motywem galaxy. Mimo wykonywania dziarek w różnych stylach myślę, że w większości moich prac można zauważyć oddanie detalowi. Małe jak i większe prace staram się wykonać jak najbardziej precyzyjnie. Charakteryzuje mnie szczegółowość. Wiem, że jeszcze wiele mogę się nauczyć, szukam, łącze style, próbuję nowych rzeczy. Myślę, że to dobra droga do czegoś totalnie własnego.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

Od dziecka byłam blisko ze sztuką, spędziłam 6 lat w ogólnokształcącej szkole plastycznej i już wtedy natknęłam się na pierwszego artystę – tatuatora, którego pracami się zachwyciłam. Wtedy sztuka tatuażu nie była aż tak powszechna i zaawansowana jak dziś. Ondrash był czeskim tatuatorem, który malował na ciele, jego prace wyglądały jak akwarelowe, lekko abstrakcyjne obrazy. Jednakże samo zostanie tatuażystką było dość spontaniczne, gdy wtedy jeszcze praktykantka – Marta (teraz już tatuatorka Waćpanna), z którą chodziłam właśnie do szkoły, na pewnej imprezie spytała „ej wiśnia a ty nie chcesz zacząć dziarać?”.

Jak długo dziarasz?

2,5 roku.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Tatuowanie jest dla mnie połączeniem pracy z pasją. Tak naprawdę dziwnie się czuję, kiedy nie ma mnie w studiu dłużej niż 2 dni. To dlatego, że robię to, co kocham i w niczym nie czuję się lepsza. Zawsze kierowałam się ideą, że chciałabym tworzyć coś, co ma dla ludzi znaczenie. Myślę, że tatuaże właśnie takie są, dlatego moja praca daje mi niesamowitą radość.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Wykrzywiony środkowy palec od trzymania maszynki (śmiech).

Jesteś właścicielką studia. Ciężko jest prowadzić własny biznes?

Jeśli pracujesz z osobami, które równie kochają swój zawód jak ty, na których wsparcie możesz liczyć to wszystko wydaje się łatwiejsze. Wiadomo, jak ze wszystkim – początki są trudne i trzeba włożyć w swoje zajęcia dużo pracy. Obecnie studio Ink Blink ma 1,5 roku. Organizacją pracy zajmuje się głównie mój cudowny menadżer – Wojtek. Ciężko jest pracować 6 dni w tygodniu, tatuując i projektując, dlatego mam niezmierne szczęście, że znalazłam osoby, z którymi się dogaduję i razem tworzymy to miejsce.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

Kilka lat temu przyszłam na tatuaż do Waćpanny. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że to właśnie tego dnia wezmę do ręki maszynkę po raz pierwszy i wbiję komuś igłę pod skórę. Tym, co wykonałam jako pierwsze, była poprawa konturu i uzupełnienie białego tuszu na dłoni mojego przyszłego szefa. Zatrudnił mnie w zasadzie w ten sam dzień. Nie czułam stresu, wręcz przeciwnie – ekscytację połączoną z wewnętrznym przeczuciem, że pokochałam dziaranie od pierwszego wkłucia. Szybko zdecydowałam się też na wytatuowanie sobie samej małego Pokemona na kostce, który do dziś jest jednym z moich ulubionych dzieł (śmiech).

Cewka czy rotarka?

Maszynkami, na których stawiałam pierwsze kroki w świecie tatuowania, były cewki. Pracowałam na nich około pół roku i byłam bardzo zadowolona. Po pewnym czasie chciałam przyspieszyć czas pracy i z polecenia znajomych tatuatorów przesiadłam się na uniwersalną rotarkę.

Czym teraz dziarasz?

Od 2 lat tatuuje maszynką Cheyenne Thunder. Szczerze czuję, że ta maszynka jest niczym przedłużenie mojej ręki, tempo pracy stało się szybsze i wydajniejsze. Jest to sprzęt, którym mogę wykonać równocześnie konturowy, geometryczny wzór, jak i delikatne płynne cienie.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?  

Wykonuję tatuaże w różnych stylach i na ten moment nie chce się ograniczać, tylko dalej zgłębiać możliwości. Jednak najbardziej ciągnie mnie do prac czarno-szarych, oraz połączeniu akwareli z motywem galaxy.

Czy możesz powiedzieć o sobie, że masz własny styl dziarania?

Mimo wykonywania dziarek w różnych stylach myślę, że w większości moich prac można zauważyć oddanie detalowi. Małe jak i większe prace staram się wykonać jak najbardziej precyzyjnie. Charakteryzuje mnie szczegółowość. Wiem, że jeszcze wiele mogę się nauczyć, szukam, łącze style, próbuję nowych rzeczy. Myślę, że to dobra droga do czegoś totalnie własnego.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Prawie każdy mój tatuaż jest poprzedzony projektem. Najczęściej wykonuję wzór na bazie inspiracji wysłanych przez klienta, opisu, zdjęć, ale najprzyjemniej pracuje mi się, kiedy dostaję kilka wskazówek dotyczących motywu i wolną rękę. Wtedy rzeczywiście przelewam na kartkę to, co mam w głowie i sercu. Czerpię inspiracje ze wszystkiego co mnie otacza, jednak największą muzą są dla mnie ludzie, rzeźby, zwierzęta, zjawisko światła i cienia, to jak modeluje ono przedmioty, nadaje im formę i kontrast.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest to prosta sztuka…

Jestem zawsze otwarta na takie wyzwania. Wykonałam kilkanaście coverów, również takich, których zrobienia odmówili inni artyści. Niestety w ciężkich przypadkach nie zawsze możemy zakryć danego „babola” tym, czym klient sobie wymarzył, ale zawsze proponuję wzór dostosowany do starego tatuażu. Podobnie ma się sprawa z bliznami, gdzie też dopasowanie dziarki i stylu wykonania jest bardzo ważne. Niesamowitym uczuciem jest kiedy przychodzi do ciebie klient i szczerze dziękuje za to, że już się nie wstydzi pokazać ciała ze starym tatuażem/blizną, co wcześniej wpędziło go w kompleksy. Jest to niezwykle satysfakcjonujące.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

W  zależności od projektu. Często łączę te dwa sposoby projektowania.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Myślę, że sztuką jest połączenie tych 2 aspektów. Jeśli jeden z nich nie gra, to zabiera dużo z jakości dzieła.  Programy graficzne mają wiele opcji edycji. Ta dziedzina idzie niesamowicie do przodu. Sama korzystałam z wielu programów 2D oraz 3D. Niektóre efekty ciężko byłoby uzyskać na kartce papieru. Skóra człowieka, jako płótno, jest z kolei bardzo wymagającym materiałem, często trzeba dostosować swoją prace właśnie pod nią. Zdarzają się też sytuacje, kiedy robię tylko podglądowy projekt kompozycyjny właśnie na bazie zdjęć, natomiast efekt finalny różni się techniką wykonania. Często mówię klientom, że ja po prostu już lepiej dziaram niż rysuje (śmiech).

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Najczęściej wykonuję tatuaże czarno-szare, dlatego dla lepszej estetyki ściągam ze zdjęcia nasycenie. Skóra po tatuowaniu jest zaczerwieniona i często wygląda to  po prostu śmiesznie. Dużo zależy też od światła i dobrego sprzętu, kompozycji, ustawienia balansu bieli. Podobnie jest, gdy widzimy zachodzące słońce na tle zaróżowionego nieba. Gdy chcemy uchwycić ten widok robiąc fotkę, jesteśmy rozczarowani z efektu na ekranie. Staram się zawsze podrasować zdjęcie tak, jakby wyglądało będąc wykonane w studiu fotograficznym i robione lustrzanką a nie telefonem. Dla porównania często też dodaję nie przerobione zdjęcie zagojonych prac i oznaczam hasztagiem nofilter.

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłaś?

Opisałam już wyżej. Na pierwszy rzut przyszedł mój późniejszy szef. Zatrudnił mnie od razu, więc chyba był zadowolony (śmiech).

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

Z wielu tatuaży jestem dumna. Wiem też, że z każdym rozwijam się bardziej. Z miesiąca na miesiąc widzę progres w swojej twórczości. Uważam, że każdy powinien rozwijać się całe życie i nie spoczywać na laurach.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Zrobiłam kiedyś rekina z dupą zamiast ogona (konturowy) na pośladku. To był pierwszy tatuaż mojego znajomego. Jednego tatuażu też musiałam odmówić, ale to jeszcze za świeża historia, by o niej mówić (śmiech).

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Jeśli ktoś pisze do mnie z zapytaniem o wzory, których nie wykonuję, to staram się zawsze nakierować bardziej na moją estetykę (zakładając, że pisze do mnie osoba, której podobają się moje prace) albo polecić artystę, który może równie dobrze wykonać dany wzór z większą satysfakcją.

Najdziwniejsza rzecz jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Oczywiście zdarzyły mi się podczas pracy czasem omdlenia, jak i kilka łez pociekło po policzkach, ale myślę, że każdy tatuator miał styczność z takimi sytuacjami. Wiadomo, pierwszy tatuaż to zawsze stres i ludzie różnie reagują. Ważne, żeby odpowiednio reagować w takich sytuacjach.  

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Zdecydowanie najbardziej irytuje mnie nagły brak kontaktu przed sesją i finalne nie przyjście na nią. Jest to moim zdaniem okazanie braku szacunku do mnie, mojego czasu i pracy. Kiedy spędzam długi czas nad przygotowaniem projektu na marne. Zabiera to też szanse innym na szybszy termin, a zdarza się, że niektórzy czekają 3 miesiące na umówione spotkanie.

„Janusze tatuażu” to?

Mam wrażenie, że w opinii ludzi niezwiązanych z tatuowaniem istnieje mniemanie, że jeśli mama i babcia mówiły mi, że ładnie rysuję, to mogę dziarać ludzi. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu, tatuaże w Polsce były na bardzo średnim poziomie, i niestety nie każdy jest świadom, jakich wspaniałych artystów mamy, którzy czynią cuda na skórze. Myślę, że nie jest to kwestią doświadczenia, bo istnieje różnica między źle wykonanym tatuażem, a „januszowym” tatuażem. Widziałam też wiele pseudo tatuatórów, którzy mieli staż pracy podobny do mojego, jednak talentem nie grzeszyli.  

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Myślę, że największym artystą, który miał wpływ na moją twórczość jest Bóg.  To on dał nam w pewnym sensie materiały do tworzenia oraz indywidualny umysł i dusze, które kierują naszym tworzeniem.