Wrocław: Daria Mielczyk z Carmel Tattoo Studio 4 miesiące ago

Realizm. Pierwotnie chciałam tatuować wyłącznie portrety.  Teraz się nie ograniczam. Robię własne projekty. Używam do tego fotografii. Łączę je i staram się jak najbardziej spersonalizować. Projekty robię na podstawie podesłanych grafik referencyjnych i opisu. Do tego dodaje swoje trzy grosze z głowy. Jeżeli osoba, którą mam tatuować poda mi opis tego, czego chce i pozwoli na moją interpretację to wszystko może być dla mnie przyjemnością. Niestety nie zawsze tak jest. Nie lubię, kiedy ktoś mnie ogranicza. Nie ufa mi, jako artyście.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

Wydaje mi się, że zawsze chciałam czegoś innego. Wychowywałam się w małej miejscowości, kawałek od miasta. Jako osoba z trudnościami w komunikowaniu się z innymi często próbowałam zwrócić na siebie uwagę. Czy to wyglądem,  czy zachowaniem. Dzięki temu nauczyłam się przekraczać granice, wychodzić poza strefę komfortu i próbować rzeczy nowych.  Czasem dobrych, czasem złych.  Tatuowanie było najlepszym, na co się zdecydowałam. W dużej mierze pomógł mi fakt, że po ukończeniu szkoły hotelarskiej nie widziałam się  w tym zawodzie. Trzymanie się sztywnych zasad, jakie panują w tej pracy ograniczało mnie.

Jak długo dziarasz?

Zaczęłam około cztery lata temu. Od tamtej pory czuje, że codziennie się uczę. Z każdym kolejnym rokiem pracy czas, jaki poświęcam na wykonanie jednego tatuażu, zazwyczaj się wydłuża. W ostatnim czasie staram się, aby moje prace zawierały jak najwięcej detalu.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Ciężko odpowiedzieć. Tutaj zależy, co ma ktoś na myśli mówiąc „praca”. Jeżeli praca to codzienny upór, chęć rozwoju, sumienność i możliwość uzyskania z tego tytułu środków do życia to tak, tatuowanie jest moją pracą. Ale to niestety brzmi smutnie. Pozwalam sobie na to, aby praca dawała mi satysfakcje. Wydaje mi się, że jedno z drugim się nie gryzie. Tatuowanie jest moją pracą i stylem życia.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Ból pleców i zbyt krótka doba (śmiech).

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Zaczęłam tatuować, kiedy sprzęt do tatuowania nie był świętym gralem. Zamówiłam dobry jakościowo sprzęt z internetu. Chociaż już o wiele wcześniej obczajałam na YouTube jak zrobić własną maszynkę z długopisu (śmiech). Dobrze, że się na to nie zdecydowałam, słaby ze mnie inżynier.

A swój pierwszy tatuaż, który zrobiłaś?

Pierwsze dziary robiłam w domu na kanapie – ale taka pierwsza, pierwsza – była kokardka nad kostką. Łooo Boże, ale byłam wtedy dumna z siebie. Czułam się jakby ktoś mi dał zastrzyk z adrenaliny.

Cewka czy rotarka?

Rotarka. Cewka zbyt ciężka, za głośna. Jestem wygodna.

Czym teraz dziarasz?

Cheyenne Spirit, uwielbiam ją. Świetnie się razem dogadujemy. Mam nadzieje, że jeszcze długo ze mną wytrzyma.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Realizm. Pierwotnie chciałam tatuować wyłącznie portrety.  Teraz się nie ograniczam.

Czego nie lubisz robić?

Jeżeli osoba, którą mam tatuować poda mi opis tego, czego chce i pozwoli na moją interpretację to wszystko może być dla mnie przyjemnością. Niestety nie zawsze tak jest. Nie lubię, kiedy ktoś mnie ogranicza. Nie ufa mi, jako artyście.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Tak, robię własne projekty. Używam do tego fotografii. Łączę je i staram się jak najbardziej spersonalizować. Projekty robię na podstawie podesłanych grafik referencyjnych i opisu. Do tego dodaje swoje trzy grosze z głowy (śmiech).

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Tablet, zdecydowanie. Mega wygoda.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

To i to może być sztuką. Zależy to tylko od finalnego efektu.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Wszystko ma swoje granice. Jeżeli jest to tylko odjęcie nasycenia dla uzyskania czytelności pracy i zgubienia zaczerwienienia skóry to ok! Jeżeli jest to nakładanie pięciu filtrów na siebie i domalowywanie bieli w programie to sorry, ale mega kibel!

Czy jakiś wykonany przez Ciebie tatuaż był punktem „zwrotnym” w Twoim rozwoju?

Punktem zwrotnych w mojej pracy był nie kolejny tatuaż, a jednak wyjazd do artysty o większych umiejętnościach i podpatrzenie techniki (śmiech).

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

O Mój Boże! To był Gang Albanii na łydce (śmiech)

Czy są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Nie. Dosyć mają osoby, które nie są w stanie nic nowego włożyć w tą pracę. 

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Nie lubię nieuprzejmości. Nienawidzę pośpieszania.

„Janusze tatuażu” to?

Janusze tatuażu to głownie osoby, którym zależy bardziej na pieniądzach niż, na jakości wykonywanej pracy. Plus brak umiejętności. Nie wiem czy jest to sprawiedliwe określenie dla osób, które zaczynają jednak zdarza się. Sama wylądowałam kiedyś na stronie z tatuażami za flaszkę. Mnie to tylko zmobilizowało do poprawy.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Mój chłopak – Łukasz Brzeziński – tatuator, bardzo zdolna i uparta osoba. Jego postępy motywują mnie do ciągłego rozwoju. Taka trochę zdrowa rywalizacja, trochę wsparcie (śmiech).