Wrocław: Mariola „Misha” Michalska z Techno Studio 1 miesiąc ago

Najlepiej czuję się w pracach kolorowych. Głównie są to akwarele, łączone ze szkicową kreską, czasami z realizmem. Najbardziej charakterystyczne są dla mnie mocne, jaskrawe kolory. Na pewno mam charakterystyczną kreskę, którą ciągle dopracowuję. Staram się ciągle doskonalić swój styl, próbować nowych rzeczy i nieustannie się rozwijać. Robię wyłącznie autorskie projekty, najwięcej inspiracji czerpię z natury. Podejmuję się zarówno coverów jak i tatuowania na bliznach. Jest to zawsze wyzwanie i cięższa praca niż na czystej skórze. Covery głównie wykonuje kolorowe, a przy bliznach unikam konturu.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

Tatuowanie zawsze traktowałam, jako ciche, nieosiągalne marzenie. Główną motywacją było zakończenie przygody ze studiami lekarskimi – trafiłam do szpitala i nie mogłam ich kontynuować przez zbyt długą nieobecność. Świat wywrócił mi się do góry nogami i dzięki temu łatwiej było mi postawić wszystko na jedną kartę i spróbować. Wysłałam rysunki do studio i zaczęłam praktyki.

Jak długo dziarasz?

Tatuuję 3.5 roku. Zaczęłam w Walentynki 2016.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Tatuowanie jest całym moim życiem. Poświęcam mu większość swojej uwagi i energii, a w wolnym czasie staram się szukać inspiracji i ćwiczyć rękę na papierze.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Największą wadą jest zdecydowanie ból pleców. 

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

Pierwszy tatuaż w studio wykonałam na sobie i pamiętam, że strasznie trzęsły mi się ręce zanim zaczęłam. Później było z górki. Sam tatuaż był hybrydą czaszki sowy i rogów jelonka.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Moją pierwszą maszynką była cewka Bronze Walker. Ciężka, a po czasie przy dłuższej pracy nagrzewała się i zaczynała iskrzyć. Ale była świetna do wyćwiczenia nadgarstka.

Cewka czy rotarka?

Ze względu na wygodę i precyzję pracy, zdecydowanie lepiej tatuuje mi się na maszynce rotacyjnej. Jest lżejsza i mniej męczy nadgarstek.

Czym teraz dziarasz?

Aktualnie pracuje na Cheyenne Sol Terra. Wcześniej dwa lata pracowałam na Thunderze. Sol Terra moim zdaniem jest bardziej czuła, przez co daje mi większą precyzję podczas pracy.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?  

Najlepiej czuję się w pracach kolorowych. Głównie są to akwarele, łączone ze szkicową kreską, czasami z realizmem. Najbardziej charakterystyczne są dla mnie mocne, jaskrawe kolory.

Czy możesz powiedzieć o sobie, że masz własny styl dziarania?

Na pewno mam charakterystyczną kreskę, którą ciągle dopracowuję. Staram się ciągle doskonalić swój styl, próbować nowych rzeczy i nieustannie się rozwijać.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Robię wyłącznie autorskie projekty, najwięcej inspiracji czerpię z natury.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Podejmuję się zarówno coverów jak i tatuowania na bliznach. Jest to zawsze wyzwanie i cięższa praca niż na czystej skórze. Covery głównie wykonuje kolorowe, a przy bliznach unikam konturu.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Projekty na sesje przygotowuje na tablecie ze względu na oszczędność czasu i wygodę. Na papierze rysuje głównie portrety ołówkiem i trochę abstrakcji w akwareli. Czasem wyjdzie z tego wolny wzór, a czasem nie opuszcza to mojej szuflady.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

W przypadku realistycznych prac jest to sposób na wykonanie projektu, a sztuka powstaje na skórze.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Efekt ma być widoczny przede wszystkim na skórze, niestety zdjęcie często nie oddaje tego, co widać na żywo. Mimo to przesadne grzebanie i „czyszczenie” prac w Photoshopie to przegięcie.

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłaś?

Zupełnie pierwszy wykonałam na sobie w wieku 13 lat, igłą i tuszem niewiadomego pochodzenia. Bogu dzięki wbiłam go za płytko i po wygojeniu nie było po nim śladu.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

Ciężko wybrać jeden. Od czasu do czasu robię jakiś wzór, który jest dla mnie na swój sposób przełomowy, np. technicznie. Dużo satysfakcji dają mi też covery, które oceniam na starcie, jako ciężkie do wykonania i muszę się przy nich sporo napracować, ale najbardziej dumna jestem z dużych prac, które wyglądają efektownie.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Raczej nie robiłam niczego wybitnie dziwnego. Wykonałam swój portret na ramieniu mojej mamy, co było dla mnie dość wyjątkowe.

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Nie wykonuję znaku nieskończoności i innych podobnych minimalistycznych wzorów.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Raz klient strasznie stękał podczas tatuowania. Zapytałam go, czy mocno go boli i potrzebuje chwili odpoczynku. Odpowiedział, że nie, po prostu go to podnieca (śmiech).

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Zdarza się przekładanie lub odwoływanie terminu na ostatnią chwilę. Poza tym moja współpraca z klientami jest raczej bezproblemowa i przyjemna.

„Janusze tatuażu” to?

Nie uważam, że sprawiedliwe jest określenie „Janusz tatuażu” dla osoby początkującej, bo każdy kiedyś zaczynał. Nie od razu ma się wprawę w ręce i wystarczającą wiedzę. Januszem jest dla mnie tatuator, który pomimo dłuższego stażu ma mierne efekty pracy, a przede wszystkim nikłą wiedzę na temat higieny pracy. Przeraża mnie to, ile osób ze sporym „doświadczeniem”, ma wybrakowane pojęcie o przeciwwskazaniach do tatuowania, pielęgnacji i przede wszystkim higienie w naszym zawodzie.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Na mój styl miało wpływ wiele czynników, ale na sam proces twórczy największy wpływ mają od zawsze prace Erica Lacombe. Zapatruję się w wiele tworów o zupełnie innej stylistyce niż moja, więc ciężko mówić, aby miały na nią wpływ. Raczej na samo poczucie estetyki i wenę twórczą.