Wrocław: Wojtek Bezowski z Tattoomasz i Niedobry Wujek Studio 4 miesiące ago

Tworzę kompozycje z elementów realistycznych, geometrycznych kształtów, napisów, wektorowych form i kresek. Czasem inspiracją jest feed na pinterescie czy instagramie, częściej może być muzyka w głośnikach, której właśnie słuchasz lub wieczorna rozmowa z drugą połówką. Przeważnie historia opowiedziana przez klienta. Preferuję  szarości. W ostatnim czasie mam zajawkę na podwójne ekspozycje z elementami koloru. Ten raczej w marginalnej skali. Nie przepadam za poprawianiem nie swoich prac – w trakcie. Zadowolona mina klienta na koniec tłumaczy dlaczego warto.

Skąd wziął się pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Mam starszego kuzyna, jego rówieśnicy szybciej niż ja zaczęli montować maszynki i wbijać sobie gotyckie litery czy cyfry. To było 15 lat temu, w studio pracuję od 2017 roku.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Pamiętam, to była moja skóra, a wbijałem się rapidografem, Zacząłem od kostki – dzisiaj odradzam takie ruchy na start. Lepiej podejść do studio i zapytać o pomoc – teraz sporo ludzi dzieli się wiedzą, o wiele więcej niż np. 10 lat temu.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Praca, miłość, idealnie zbalansowana forma. Nacieszysz duszę, napełnisz brzuch.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Już na konsultacjach możesz dowiedzieć się jak będzie Ci się pracowało z konkretną osobą i czy w ogóle będziesz podejmował się wyzwań stawianych przez klienta. Zdaje się, że największą wadą jest nadal kwestia kasy jaką klient chciałby wydać vs. ilość godzin wymaganych do realizacji wymarzonej pracy.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Maszynka wykonana z silniczka, jednej igły i tusz Rotring? Tak, oczywiście miało miejsce. Ale jak pewnie większość osób, które przechodziły przez taki eksperyment szybko stwierdziłem, że warto kupić “normalną” maszynkę.

Cewka czy rotarka?

Od 2017 roku rotacja – wcześniej kilka strzałów z Iron Gun od Workhouse.

Czym teraz dziarasz?

Rotacją mało znanej angielskiej firmy, której nie chcę reklamować – robią solidny sprzęt.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Skala szarości, w ostatnim czasie zajawka na podwójne ekspozycje z elementami koloru. Ten raczej w marginalnej skali. Nie przepadam za poprawianiem nie swoich prac – w trakcie. Zadowolona mina klienta na koniec tłumaczy dlaczego warto.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Podejmuję w zależności od sytuacji jaką spotkam na skórze. Czasem klient nie zdaje sobie sprawy  jak ograniczoną ilość ruchów możemy wykonać np. na czarnej bliźnie w kształcie tribala.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Tworzę kompozycje z elementów realistycznych, geometrycznych kształtów, napisów, wektorowych form i kresek. Czasem inspiracją jest feed na pinterescie czy instagramie, częściej może być muzyka w głośnikach, której właśnie słuchasz lub wieczorna rozmowa z drugą połówką. Przeważnie historia opowiedziana przez klienta.

Są motywy, których masz dość lub, których nie robisz?

W miarę rozwoju odpadają nam z repertuaru konkretne prace, które robiliśmy np. rok temu, Jeśli każdy dzień z maszynką w czymś Cię udoskonala, to 365 dni dużo zmienia – nie ma nudy, cały czas robimy coś lepiej.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

ProCreate na iPadzie i składy na komputerze. Robienie dużych detalicznych prac czyni je bardzo pracochłonnymi, projekt w programie graficznym możemy szybko, dowolnie zmieniać bez potrzeby przygotowywania nowej wersji papierowej. Świat poszedł do przodu, pojawiły się iPady, Komputery, Vasocain’a.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Każdy z osobna definiuje dla siebie sztukę. To chyba zależy od efektu. Jak ktoś przygotuje Ci wydruk na płótnie w formacie A1, ze świetną kompozycją, to nie powiesisz bo komputer? Ktoś tą kompozycje musiał złożyć. Warsztat wyrobiony przez rysowanie rzecz jasna procentuje w tatuowaniu, ale przygotowywanie realistycznych projektów na całe plecy, rękawy czy nogawki zajmowałoby ogromną ilość czasu – koszt realizacji byłby relatywnie (w chuj) wyższy. Samo tatuowanie to oddzielny proces, w trakcie którego moim zdaniem, bardziej już liczą się Twoje umiejętności techniczne niż twórcza kreatywność. Można je porównać do malowania martwej natury z ekranu komputera/ipada, na odbitej na skórze kolorowance. Musisz być staranny, uważny i solidny w tym procesie wtedy efekt na skórze będzie sztuką niezależnie od formy przygotowania projektu.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Jest sporo prac z których jestem mega zadowolony i to chyba właśnie te które wyprzedzały o kilka godzin pozostałe w portfolio w danym czasie. Staram się żeby każda praca była w jakimś stopniu przełomowa – czegoś mnie uczyła.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłeś? Choć czy w sztuce może być coś dziwnego?

Nie wiem czy to dziwne, wydaje mi się zabawnie spójne. Wytatuowałem znajomemu elektrykowi napięcie “230” – na pięcie. Na łydce ma starą żarnikową żarówkę.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Dziwniejsze i bardziej ekstremalne niż tatuaże które robią sobie ludzie, są historie z fotela. Tatuaże robimy ze świadomością ich widoczności dla innych – o niektórych historiach klientów wiem tylko ja i Oni. Ból tatuowania potrafi wytworzyć specyficzną relację miedzy jedną, a drugą stroną – to dość “dziwna” rzecz, już sama w sobie.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Zdziwienie, że trzeba się zapisać wcześniej, wpłacić zaliczkę lub kwota za sesję? Klienci mają problem z projektami? Chcą tatuaż, ale nie wiedzą, co chcą? Albo chcą kopię tatuażu? Itp. Irytuje mnie lekceważące podejście klienta do tatuatora. Klient z podejściem “płace – żądam”. Najzabawniejsze jest to, że przeważnie największe wymagania na konsultacjach mają Ci, których dziwi konieczność wpłacania zaliczki. Tacy klienci najczęściej nie pojawiają się na sesji. Klient nie widzi procesu powstawania wzorów, nie liczy godzin jakie tatuator spędza nad jego projektem. Zaskakuje ich czasem cena za sesje, bo nie widzą w naszej pracy więcej niż godziny spędzone na fotelu.

„Janusze tatuażu” to?

Piękno tatuażu jest bardzo subiektywne. Praca dla wielu określana tym mianem, dla właściciela może mieć ogromne znaczenie. Staram się nie krytykować, a raczej konstruktywnie poprawiać “błędy przeszłości”. Trzeba pamiętać, że obie strony godzą się na warunki jakość – cena. Jeśli ktoś proponuje Ci zrobienie tatuażu za 0.7, to możesz spodziewać się drżących rąk i nałożonego Januszowego filtra.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Możesz mieć super zdjęcia w internecie, które przyciągną klienta. Wszystko jednak zweryfikuje później praca. Auto-tune w muzyce też wychodzi na koncertach. Obecnie środowisko tatuatorów rozrasta się w bardzo szybkim tempie i każdy chce jak najlepiej pokazać swoje prace. Wszystko jest jednak kwestią dawki. Jeśli w kadrze jest kudłaty brzuch klienta, to rozmazanie tła będzie dobrym zabiegiem. Jeśli nie masz światła do zrobienia zdjęcia, to później kombinujesz z jasnością i kontrastem, żeby zdjęcie przypominało rzeczywisty obraz na skórze.  Nie jestem natomiast zwolennikiem wygładzania prac. Kręcenia kolorów, które wyglądają jak neony, tworząc zdjęcie odrealnionym.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Najbardziej inspiruje mnie moja córka, dla której jestem mistrzem tatuaży. Inspirujących artystów pod kontem stylu jest wielu, natomiast największy wpływ na jakość moich pracy miał bezsprzecznie mój serdeczny przyjaciel Rafał “Niedobry Wujek” Wójcik. Pomagał mi od początku, odpowiadając na wszystkie pytania, dając bezcenne wskazówki – ogromne dzięki!