Łódź: Mrówa Tattoo z Double Five Tattoo Studio 4 tygodnie ago

Uwielbiam robić kolorowe prace ilustracyjne z średnim/grubym konturem, elementami malarskimi i dotworkiem. Im więcej szaleństwa tym lepiej. Lubię też tworzyć mroczniejsze czarne motywy w dotworku. To raczej dwa główne nurty, w których działam. Ale nie zamykam się w określonych ramach.  Próbuję różnych rzeczy, najważniejsze, by mieć z tego fun. Na pewno nie lubię robić delikatnych prac z jak najcieńszym konturem, minimalizmu.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

Pamiętam, że pasja do tatuaży towarzyszyła mi od dawna. Chodziłam w liceum na koncerty Morbid Angel i Marduka i patrzyłam z zazdrością na tych wszystkich wydziaranych ludzi (śmiech). Pomysł by być po tej drugiej stronie narodził się w 2015 roku. Spotkałam wtedy mega ludzi z branży, przy okazji tatuowania się. Zainspirowali mnie do tego, by samej spróbować. Mogłam liczyć na ich pomoc w sprawie dobrania sprzętu na początek, wszelkich porad, itp. Zapisałam się na lekcje rysunku i malarstwa, w 2017 zaczęłam wykonywać proste wzory na odważnych znajomych. I tak się zaczęło.

Jak długo dziarasz?

Zaczęłam nieregularnie próbować w 2017 roku, w połowie 2018 ruszyłam z kopyta z tematem. Od początku 2019 tatuuję w studiu.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Jest to praca i moja pasja. Jak nie dziaram albo nie rysuję, to myślę, jakie typu wzory stworzyć albo jak ulepszyć technikę, styl, poszczególne rozwiązania.  Czasem robię sobie przerwę, by odpocząć i złapać dystans, ale szybko ciągnie mnie z powrotem. Żałuję, że doba ma tylko 24h (śmiech). Poza tatuowaniem mam jednak dużo innych zainteresowań i nie jestem aktywnym uczestnikiem wydarzeń społeczności tatuatorskiej.

A lubisz guest spoty?

Lubię, jest to świetna okazja, by poznać super ludzi, zobaczyć jak wszystko funkcjonuje w innych studiach i podpatrzeć bardziej doświadczonych tatuatorów przy pracy. Aczkolwiek z umiarem, zawsze jest to dla mnie duże wzywanie i przeżycie, z racji introwertycznej natury (śmiech).

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Najbardziej doskwiera mi ból pleców, czyli klasyka i fakt, że mój introwertyzm daje mi się czasem we znaki. Zawód tatuatora jest bardzo społeczny i czasami po głośnym dniu w studiu nie wiem jak się nazywam. Nic nie jest czarne ani białe, ale jest zdecydowanie więcej plusów i na nich się skupiam.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

Oczywiście! Był to napis po łacinie na przedramieniu dla przyjaciela rodziny. Byłam tak zestresowana, że zapomniałam ustabilizować igłę recepturką. Dobrałam zły rozmiar tatuażu do czcionki, (przez co zrobiłam sam kontur, bez wypełnienia jak było w planach by się nie zlało) a na ostatniej literce starła mi się kalka. Mimo to, tatuaż nie był klapą i pacjent wyszedł bardzo zadowolony. A ja potem nie spałam pół nocy z wrażenia. Natomiast, co ciekawe zdecydowanie gorzej poszedł mi mój drugi tatuaż (śmiech).

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?  

Pewnie, był to Oldschool Liner ze stajni Workhouse, potem doszedł jeszcze TattooMe Bulldog Color Packer.

Cewka czy rotarka?

Obecnie tatuuję zarówno rotarkami, jak i cewkami. Cały czas eksperymentuję ze sprzętem by znaleźć najbardziej odpowiadające mi maszynki.

Czym teraz dziarasz?

Obecnie w użyciu mam rotarki Phantom Oil, Equaliser Spike oraz cewki Workhouse Bronze Gun oraz customowego Power Linera. Używam ich wymiennie w zależności od danej pracy i miejsca, jakie mam tatuować i jak najbardziej jestem z nich zadowolona.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?  

Uwielbiam robić kolorowe prace ilustracyjne z średnim/grubym konturem, elementami malarskimi i dotworkiem. Im więcej szaleństwa tym lepiej. Lubię też tworzyć mroczniejsze czarne motywy w dotworku. To raczej dwa główne nurty, w których działam. Ale nie zamykam się w określonych ramach.  Próbuję różnych rzeczy, najważniejsze, by mieć z tego fun. Na pewno nie lubię robić delikatnych prac z jak najcieńszym konturem, minimalizmu.

Czy możesz powiedzieć o sobie, że masz własny styl dziarania?

Myślę, że mój styl ciągle dynamicznie się zmienia, co jest wynikiem moich licznych eksperymentów. Zaczynałam od dotworku i akwareli, teraz zdecydowanie bardziej ciągnie mnie w stronę kolorowej ilustracji. Myślę, że jeszcze minie trochę czasu, zanim mój styl się bardziej ustabilizuje.

Jak zrobić idealną linię?

Miałam w którymś momencie manię na temat tego pytania i znalezienia na nie odpowiedzi (śmiech). Niestety obawiam się, że jej nie ma. Widziałam już wiele skrajnie różnych od siebie sposobów, w jaki świetni tatuatorzy stawiają linię. Na pewno trzeba dobrze naciągać skórę klienta. Trzeba też nie dać się zwariować i pamiętać, że tatuaż jest wytworem ludzkich rąk i z natury może nie być chirurgicznie idealny. I nie musi być, by był dobry. Liczy się całokształt.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Tak, tworzę własne projekty i to ich realizacja sprawia mi największą frajdę i satysfakcję. Inspiruje mnie głównie pop kultura lat 80/90, gry, anime, kreskówki, science-fiction, postapo, komiks, film.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

To wszystko zależy od konkretnego przypadku, ale tak, zdarza mi się to robić, jeśli klient mi zaufa i da pole do popisu. Są to często ciekawe wyzwania, mimo, że narzucają z góry ograniczenia i nie każdy pomysł klienta na zakrycie da się zrealizować. Najchętniej tworzę wtedy większe kompozycje.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Zaczynałam od projektowania własnoręcznego, obecnie projektuję na Ipadzie, bo to oszczędza bardzo dużo czasu. Mogę tworzyć gdziekolwiek jestem i szybciej realizować swoje pomysły. Tablet również daje wiele możliwości eksperymentowania, które kiedyś kosztowały mnie wiele, wiele godzin i zgniecionych kartek (śmiech). Aczkolwiek bardzo lubię wracać do cienkopisów, farb i ołówka, tak dla siebie. Dla klimatu. Tworzę wtedy jednak prace raczej niezwiązane z tatuażem.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Uważam, że tak. Jest to również proces twórczy i wymaga dużych umiejętności od artysty, by stworzyć projekt z odpowiednim światłocieniem, kompozycją i odwzorować go na skórze. Osobiście, dla mnie, taki projekt potrafi być trudniejszy do wykonania niż rysowany od podstaw.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Jeśli chodzi o dorysowywanie linii na Ipadzie na już istniejącym tatuażu albo korektę krzywych linii w Photoshopie, czy też dodawanie tekstur czy innych cudów – jak najbardziej nie powinno się tego robić, bo jest to zwykłe kłamstwo. Natomiast, jeśli chodzi o podciąganie kontrastu, ekspozycji, ściąganie czerwieni, kadrowanie, by zdjęcie tatuażu było jak najlepsze, to dla mnie normalna rzecz i jest to dozwolone. Oczywiście, jeśli się to robi z umiarem.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

To chyba najtrudniejsze pytanie jak na razie (śmiech). Owszem, mam swoje ulubione dziarki, co jest zwykle związane z ich tematykami i jestem z nich zadowolona.  Mimo to jestem krytyczna wobec tego, co tworzę, dużo od siebie wymagam. Zawsze analizuję wszystkie swoje tatuaże i wiem, że mam jeszcze przed sobą dużo pracy i poszerzania wiedzy. Myślę, że duma nie leży w mojej naturze. Nie jestem w stanie wskazać przełomowego tatuażu (może pojawi się niedługo?), ale cieszę się z tego, że nie stoję w miejscu i mogę robić to, co lubię.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Chyba mało, co potrafi mnie w tym zawodzie zadziwić, jeśli chodzi o wybór wzoru i umiejscowienia (śmiech). Ale myślę, że mój najciekawszy tatuaż znajduje się na wzgórku łonowym, dodatkowo częściowo na bliźnie. Jest to kryształowe serce.

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Raczej każdy z nas ma tematy, które lubi i czuje bardziej od innych, ale osobiście staram się wypracowywać kompromisy z klientami.  Bardzo popularne lub nieestetyczne motywy kontruję swoją propozycją. Na szczęście nie miałam jeszcze sytuacji, w której ktoś chciałby sobie wytatuować u mnie coś obraźliwego albo nieetycznego. Obracam się w takiej tematyce i stylistyce, że raczej klienci wyczuwają, co zwykle robię a czego nie. Jeśli nie czuję danego motywu na tyle, że wiem, że nie stworzę czegoś fajnego i nie jestem w stanie dogadać się w tej kwestii z klientem, odsyłam go do moich kolegów po fachu.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Zdarzał się płacz i histeryczny śmiech, ale dla mnie to nic dziwnego, reakcje na ból potrafią być różne.  Natomiast jeszcze na początku mojej drogi z tatuowaniem, koleżanka, którą miałam tatuować po wkłuciu się w łydkę tak mocno wierzgnęła, że o mały włos nie dostała tatuażu abstrakcyjnej krechy na pół nogi (śmiech).

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Chyba najbardziej panicznie reaguję na poganianie mnie (śmiech). Nie lubię pracować pod presją czasu i robić wszystkiego na „hurra”, bo się okazuje, że mam np. tylko 2 godziny. Lubię dopracować każdy szczegół i mieć ku temu warunki.

„Janusze tatuażu” to?

Myślę, że ten termin oznacza osoby, które chwytają za maszynkę bez warsztatu, zmysłu estetyki, samokrytyki i skromności, a potem tworzą na skórze wątpliwej, jakości dzieła. Tego typu niekompetentne osoby spotykamy w każdej branży, mamy Januszy mechaniki oraz Januszy budownictwa (śmiech). Na pewno niesprawiedliwie jest tak nazwać początkującego, który zaczyna i pokornie trenuje swój warsztat. Tatuowanie jest trudną sztuką i trochę musi wody upłynąć, żeby zacząć tworzyć ładne rzeczy, niektórzy potrzebują tego czasu więcej, inni mniej.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Podziwiam wielu artystów, nie sposób zliczyć. W czasach, gdy na Instagramie jesteśmy w stanie śledzić tatuatorów z drugiego zakątka świata, skala inspiracji jest nie do ogarnięcia. W kwestii tatuaży inspiruję się obecnie głównie tatuatorami z zagranicy, tworzącymi w tematyce fandomowej, gamingowej i anime, np. Lennox Tattoo, Illustday, Bexlowetattoos.