Warszawa: Sylwia "Keroina" Marcjanik z Just Ink Tattoo 4 miesiące ago

Bardzo lubię robić tatuaże szkicowe z motywem akwarelowym. Jednego dnia wolę zrobić sam kolor, a drugiego tylko czarny. Kwestia projektu. Zawsze na sesji przed tatuowaniem robię projekt przy kliencie. Inspiracje czerpię ze wszystkiego. Co dziwne, będąc charakteryzatorem robiłam głównie potwory i zombie, a teraz najchętniej rysuję motywy zwierzęce i kwiatowe. Coś mi się pozmieniało, chyba zrobiłam się jakaś delikatniejsza. Bardzo inspirują mnie damskie twarze, uwielbiam rysować kobiety. Pewnie, dlatego, że tyle lat zajmowałam się makijażem. Robię też makijaż permanentny brwi, więc każda “moja kobitka” ma bardzo dopracowane brwi. Wszystko, co mam w głowie staram się przelać na papier.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystką?

Myśl o byciu tatuażystką krążyła mi po głowie odkąd skończyłam jakieś 12 lat. Mój tata i dziadek mieli stare tatuaże, choć były to klasyczne koszmarki, zawsze mnie fascynowały. Zaczynałam od realizmu, który bardzo mnie odprężał, ale kiedy zaczęłam już tatuować, wiedziałam, że raczej nie jest to robota dla mnie. A co skłoniło mnie naprawdę do kupienia maszynki i rozpoczęcia takiej działalności? Wcześniej zajmowałam się charakteryzacją specjalną, robiłam trupki na planach filmowych…, ale taki plan nie jest stałą pracą. A ja muszę mieć codziennie zajęcie. Stwierdziłam, że wracam do rysunku na dobre i albo coś z tego będzie, albo będę makijażystką do końca życia.

Jak długo dziarasz?

Dwa lata.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

To i to. Przez to, że pracuję na swoją markę pół swojego życia, podchodzę do tego bardzo poważnie i profesjonalnie. Przychodzę po pracy, odpisuję na wiadomości, czasami do 4 nad ranem robię kolejne projekty…, ale mimo wszystko, uwielbiam to. Dlatego myślę, że oprócz korzyści finansowych to totalnie mój styl życia. Właściwie wszystko obraca się wokół tatuowania, wszystko jest pod to podporządkowane. Czasami się zastanawiam, skąd ja mam na to siłę…, ale no cóż, sama chciałam i jestem z tego powodu najszczęśliwsza na świecie.

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Ból pleców. Naprawdę. Mój kręgosłup jest narażony na ból od dawna, ale to właśnie przez tatuowanie robi mi się garb.  Niestety też fakt, że wiele osób nie ma w sobie za grosz pokory. Całe szczęście ja na swojej drodze spotykam tylko świetnych tatuażystów, ale często słyszę o przypadkach, gdzie artyści uważają siebie za lepszych od innych. Uważam to za wielką wadę tego zawodu.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłaś igłę w czyjąś skórę?

Oczywiście! Kupiłam cały potrzebny zestaw. Wieczorem przyszła do mnie moja przyjaciółka, zeszłyśmy do piwnicy w domu, żeby nie było tak tragicznie – wyremontowanej, mieszkalnej (śmiech), przygotowałam wszystko… i moim podłokietnikiem był taboret. Cóż, myślałyśmy nad moją nazwą… Studio Taboret? Brzmiałoby świetnie.

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Tak, był to Hummingbird 2.

Cewka czy rotarka?

Rotarka. Świetne silniczki i waga.

Czym teraz dziarasz?

Bardzo różnie, próbuję wielu maszynek. W tej chwili Equaliser Spike, Dragonfly i Stingray. Czasami sięgam też po Equaliser Metoxx, dość głośna maszyna, ale naprawdę fajna. Kupiłam na dużej promocji i czasami z niej korzystam. Ogólnie szukam tej ulubionej.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Bardzo lubię robić tatuaże szkicowe z motywem akwarelowym. Jednego dnia wolę zrobić sam kolor, a drugiego tylko czarny. Kwestia projektu.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Tak, zawsze na sesji przed tatuowaniem robię projekt przy kliencie. Inspiracje czerpię ze wszystkiego. Co dziwne, będąc charakteryzatorem robiłam głównie potwory i zombie, a teraz najchętniej rysuję motywy zwierzęce i kwiatowe. Coś mi się pozmieniało, chyba zrobiłam się jakaś delikatniejsza. Bardzo inspirują mnie damskie twarze, uwielbiam rysować kobiety. Pewnie, dlatego, że tyle lat zajmowałam się makijażem. Robię też makijaż permanentny brwi, więc każda “moja kobitka” ma bardzo dopracowane brwi (śmiech). Wszystko, co mam w głowie staram się przelać na papier.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Ciężko wybrać. Czasami najpierw robię wstępny szkic na tablecie, drukuję go i kończę go tradycyjnie. Taki sposób chyba najbardziej mi się podoba wizualnie.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

A to z kolei jest ciężka sprawa. Sztuką faktycznie jest przeniesienie tego na skórę – ja dalej nie czuję się pewnie w lekkich mgiełkach na skórze, nie jest to moja bajka, ale na pewno nie uważam, że składanie zdjęć w Photoshopie to jakaś wybitna sztuka. Trzeba mieć pojęcie o kompozycji, ale każdy bardziej uzdolniony plastycznie czy manualnie będzie w stanie wziąć kilka zdjęć z internetu i scalić je w jedno.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Teraz ludzie kupują najdroższe, profesjonalne aparaty do robienia zdjęć tatuaży a tak naprawdę wystarczy dobre światło i w miarę przyzwoity telefon. Jeśli robię pracę, która ma tylko czarny kolor – bardzo często ściągam nasycenie i publikę prace w necie. Nie wstydzę się tego, klientom o tym wspominam. Myślę, że lepiej jak nie widać krwi i opuchlizny na zdjęciu, chociaż czasem po prostu dodaje podpis i tyle. Co nie zmienia faktu, że nie przepadam za pełną obróbką zdjęć. Trafiłam ostatnio na profil z przed/po i byłam załamana okłamywaniem klientów. Ważne, żeby tatuaż na żywo wyglądał świetnie.

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłaś?

Tak, w moim uroczym “studio taboret”, po tych czterech godzinach od zakupu maszynki zrobiłam swojej przyjaciółce serduszko nad kostką. Jest… urocze.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumna?

Chyba takiego nie mam. Im robię większą kompozycję, im bardziej szczegółową, tym jestem bardziej dumna.

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłaś?

Hmm… nie wiem. Chyba nie robię jakiś bardzo dziwnych tatuaży, ale trafiają mi się klienci, którzy bardzo chcą żebym wytatuowała im penisa. Cóż, odmawiam.

Czy są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Oczywiście są to wilki, lasy i znaki nieskończoności. Chociaż przyznaję, że czasem zdarza mi się zrobić jakąś nieskończoność, ale zawsze na moich warunkach, tzn. inaczej, z akwarelą i np. plamami tuszu.

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Zjazd klienta po tatuażu albo podczas zrobienia 2-3 krótkich kresek, notoryczne stękanie, które nie wygląda na ból, ale orgazm oraz płacz i panika na cały regulator. Zdarza się, wszyscy jesteśmy ludźmi, a my po prostu musimy więcej takich przypadków znosić. Może nie jest to jakoś wybitnie dziwne, ale takie sytuacje czasem irytują.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Oczywiście, że tak (śmiech). Spóźnienie 5-15 minut jest jak najbardziej dopuszczalne, bo sama czasami stoję w gigantycznym korku, ale jak ktoś spóźnia mi się godzinę bez poinformowania to krew mnie zalewa. Myślę, że każdego tatuażystę drażni to samo, ale mnie chyba najbardziej fakt, że ludzie w ogóle nie czytają regulaminów itp. Naprawdę czasami siedzę godzinami i uzupełniam wszystkie informacje typu wolne terminy, warunki zapisów itp. a ludzie jedyne, co potrafią napisać to “CENA?”. Moje ostatnio ulubione pytanie to “robisz tatuaże?” zadawane na Instagramie, gdzie 99% to zdjęcia moich prac z pełnymi opisami. Tego to już totalnie nie rozumiem. Czasami wydaję mi się, że naprawdę jestem jedną z nielicznych, która ma wszystkie informacje podane dla klientów jak na tacy. A tu klops.

„Janusze tatuażu” to?

Ludzie, którzy nie potrafią rysować a chcą zarabiać “szybkie” pieniądze. Każdy kiedyś zaczynał, ale ja jeszcze nie widziałam, żeby osoba, która ma świetny warsztat, przeszła etap skór itp. robiła babole na skórze.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Co prawda w ogóle tego nie widać po moim stylu, ale bardzo uwielbiam prace Beksińskiego. Niedawno odkryłam braci Murray i jestem zafascynowana ich pracami, ale nikt bezpośrednio na mój styl nie miał wpływu. Kiedyś bardzo dużo malowałam tuszem i chyba to mi zostało.